Powrót do spisu treści

Piotr M. A. Cywiński
PRZEMIJA OBLICZE EUROPY
w: Quo Vadis Europa? Zjazdy Gnieźnieńskie 2003-2007, Gniezno 2007, s. 67-71.


Na samym początku XXI wieku, w maju 2003 roku, odbyło się dwudniowe referendum, w którym Polacy zdecydowali się przystąpić do Unii Europejskiej. Decydowały się wówczas losy Polski, a w pewnej mierze i Europy. Wśród 10 państw przystępujących, Rzeczpospolita stanowiła połowę pod względem zarówno wielkości terytorium, jak i ludności.

Były to czasy wielkich zmian. Przemijało oblicze Europy wyrośnięte na gruzach II wojny światowej i sowieckiej okupacji prawie całej Europy Środkowo-Wschodniej. Oto w tych czasach wielkich rozstrzygnięć wymagających nadziei i wiary, mobilizacji i odpowiedzialności, paradoksalnie szerzyły się przede wszystkim głosy lęku i nieufności. Właśnie w niektórych środowiskach katolickich mnożyły się głosy siejące strach przed Europą, której twarz miała być połączeniem tandetnej pokusy z groźnym i mrocznym spiskiem przeciwko wszystkiemu co dobre, wzniosłe i swojskie.

Brakowało wówczas bardzo, w świecie polskich katolików, pozytywnej i twórczej debaty na temat Europy. Brakowało refleksji bez lęku nie tylko nad stanem Starego Kontynentu, ale i nad potencjalnym wkładem Polski, nad naszą wzajemną odpowiedzialnością za Europę jutra. Brakowało odpowiedzi na słowa Jana Pawła II: "chrześcijanie znajdą w nowej Europie posłuch, jeśli wspólnie będą świadczyć o prawdzie Ewangelii i o swej odpowiedzialności wobec świata" (Jan Paweł II, Ekumeniczna Liturgia Słowa, 22 czerwca 1996, Padeborn). Z konstatacji tego braku zrodziła się koncepcja Forum Świętego Wojciecha.

Forum skupiło różne stowarzyszenia i ruchy chrześcijańskie. Niektóre były organizacjami lokalnymi, inne ogólnopolskimi, niektóre miały statut stowarzyszeń lub fundacji. Jedynym elementem scalającym było odrzucenie lęku względem konstrukcji europejskiej i chęć podjęcia odważnej debaty. Postawienia się w perspektywie własnej odpowiedzialności za kształt przyszłej Polski, Europy i - co chyba dla wielu najważniejsze - za kształt chrześcijaństwa w Europie.

Praktyczne prace Forum w samych założeniach miały służyć jak najszerszym gremiom. Tak powstała idea dużych spotkań formacyjnych, a zarazem dyskusyjnych. Wówczas odpowiedzialnym za sprawy Europy w polskim Episkopacie był arcybiskup Henryk Muszyński. On to zaproponował koncepcję Zjazdów, jako przedłużenia wielkich wydarzeń, które miały już kilkakrotnie miejsce w tej świętowojciechowej metropolii. Zjazdy te stały się szybko głównym owocem Forum, absorbując bez reszty złączone siły współtwórców.

Zjazdy miały gromadzić przede wszystkim ludzi zaangażowanych w ruchy i stowarzyszenia chrześcijańskie. Miały być wspólnotą refleksją nad naszą odpowiedzialnością za przyszły kształt Europy. Dziś głos chrześcijan w Europie jest nadal mało zorganizowany. Europa jest przestrzenią demokratyczną, a więc wpływ na nią mają Ci, którzy głos swój przedstawiają jasno i zachęcająco. Którzy znajdują cenne przestrzenie kompromisu. Którzy potrafią tworzyć nowe większości wokół istotnych społecznie projektów i koncepcji. Stąd bardzo ważnym czynnikiem wydało się tworzenie obywatelskiego głosu ludzi wierzących. Społeczeństwo obywatelskie, którego rola wzrasta wraz z wzrostem znaczenia subsydiarności, jest wielkim drzemiącym na razie potencjałem świeckich, skupionych w ogromie ruchów i stowarzyszeń. Tych społeczności kościelnych, których celem nie jest jedynie modlitwa, ale również szerzenie wrażliwości na niesprawiedliwości tego świata, na głód wartości w życiu publicznym i osobiste zaangażowanie na rzecz bliźnich. Zjazdy miały być wielkim spotkaniem formacyjnym dla tych ludzi, którzy właśnie jako chrześcijanie są zaangażowani w trud odnowy porządku świata (zob. II Sobór Watykański, Dekret o apostolstwie świeckich 7). Ten podstawowy wymiar obywatelski debaty o przyszłej Europie nie przesądza o powstaniu realnego obywatelstwa europejskie lub zastąpieniu owym obywatelstwo krajowe. Nie chodzi bowiem o przynależność instytucjonalną, ale o przynależność w duchu odpowiedzialności. Idiotą nazywali Grecy tego, kto nie chodził na agorę zajmować głosu w sprawach publicznych. Ta antyczna przestroga stanęła poniekąd przed nami. O ile chcemy rozpoznawać się w ideach przyszłej Europy, o tyle winniśmy się w definicje tych idei zaangażować.

Taka debata musi mieć charakter ekumeniczny. Chrześcijaństwo podzielone jest chrześcijaństwem, któremu trudniej ukazywać piękno miłości, wiary i nadziei. Trudności natury politycznej w próbie tworzenia dialogów ekumenicznych są duże. Nie łatwo jest posadzić przy zgodnym stole skłócone i podejrzliwe względem siebie odłamy uczniów Chrystusa. Jednak w myśli nad przyszłością Europy nie może zabraknąć przykładowo zarówno prawosławia jak i grekokatolików. Gdyż taka jest właśnie nasza Europa. Podziałów religijnych nie powinniśmy przekładać na świat obywatelski, społeczny, polityczny. Zarówno dla dobra Europy, jak i aby nie utrudniać postępów ekumenicznych dalszymi naleciałościami historii i polityki.

Wizja Zjazdów nie mogła jednak zamknąć się w gronie chrześcijan. Europa nie jest tworem wyłącznie chrześcijańskim. Jest "kontynentem najdłużej związanym z chrześcijaństwem". Refleksja zjazdowa musiała stanowić spotkanie z innymi poglądami, z koncepcjami zakorzenionymi w innych systemach religijnych bądź filozoficznych. W pierwszym przypadku chodziło o wielkie monoteizmy. Judaizm współtworzy w stopniu bardzo istotnym cywilizację europejską. Leży u korzeni chrześcijaństwa, którego nie da się zgłębić nie ogarniając historii Narodu Wybranego. Największe tragedie Europy wiążą się z szaleńczą próbą odrzucenia tych korzeni. Nie bez powodów, to właśnie po drugiej wojnie światowej - a nie po żadnej innej - powstała idea Europy, jako dobra wspólnego. Islam jest od wieków istotnym czynnikiem europotwórczym. Dawniej jako ekspansywna potęga militarna, dziś częściej jako rosnąca w siłę mniejszość religijna. Europa jednak nie kończy się na ludziach wiary. Zjazdy stały się spotkaniem z prądami intelektualnymi odrzucających rzeczywistość metafizyczną. One również są w Europie u siebie. Ludzie wyznający rozmaite wersje ateizmu lub agnostycyzmu czy też podążających za laicité wedle francuskiego modelu są dla nas wszystkich niezbędnymi partnerami do debaty nad wspólnym dobrem przyszłej Europy. W każdym razie tak długo, o ile to dobro ma być autentycznie wspólne.

Debata gnieźnieńska nie mogła zamknąć się w granicach Polski. Dotyczyła bowiem Kontynentu. Uczestniczyli w Zjazdach zarówno przedstawiciele krajów, które od początku świadomie tworzyły europejską jedność, tych, które z czasem dołączyły do integrującej się wspólnoty, tych, którym historia nie pozwoliła wcześniej od Polski ujrzeć wrota unijne, jak i - co bardzo ważne - tych, które na razie nie widzą swej perspektywy unijnej. Europa nie potrafi jeszcze w pełni łączyć. Jednak idea Europy musi być już dziś ideą wspólną. W szczególności głos Europy środkowej dziś powinien być wydobywany. Doświadczenie naszej przestrzeni w XX wieku nadal stanowi głębię ostrzeżeń, ale i znaków nadziei dla przyszłości naszej cywilizacji. Właśnie z głębi tego doświadczenia wypływa przeświadczenie, że przyszłość całego Kontynentu zależeć nadal będzie od umiejętności wzajemnego zrozumienia między Wschodem a Zachodem. W tej perspektywie dawne idee pomostowej roli Europy Środkowej nie odeszły jeszcze na manowce przestarzałych koncepcji cywilizacyjnych i geopolitycznych.

Debata taka musi dotyczyć również kwestii fundamentalnych. Albowiem decydują się sprawy najważniejsze. Genetyka, rodzina, duchowość, kultura, rodzenie się i umieranie, społeczności pluralistyczne i współistnienie kultur, solidarność, tożsamość, ekologia - oto zagadnienia, które należą do porządku dziennego pytań o przyszłość naszej cywilizacji. Europa, czyli my wszyscy, przed tymi pytaniami również nie ucieknie.

Skonstruowane na takich przesłankach Zjazdy miały swoją własną dynamikę. W 2003 roku, u progu referendum, ideą była pewna diagnoza. Wskazała ona na potrzebę wytworzenia wielkich wizji europejskich i ujawnienia się proroków na skalę przełomu, jaki przeżywa nasz Stary Kontynent. Wykazała również, że wiele dobrego udało się utworzyć pod niebieską flagą z dwunastoma gwiazdkami. Jeśli jednak chcemy, by ten wszak maryjny symbol odzwierciedlał nie tylko rzeczywistość polityczną lub ekonomiczną, to musimy sami pełniej się w tą konstrukcję zaangażować. W 2004 roku zatem naturalnym stało się, że zajęliśmy się tym wymiarem, którego zdawało się najbardziej brakować w wielu aktualnych debatach: Europą Ducha. Mistrzowie duchowości ukazali nam przestrzenie duchowe na miarę całego Kontynentu. Szerzące się struktury tzw. nowych ruchów i wielkie przemiany społeczne naszych Kościołów mogą stać się źródłem nowego oblicza Europy. Ale tylko dzięki wspólnemu świadectwu i zaangażowaniu. Abram usłyszał z ust Pana: "wyjdź z Twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę" (Genesis 12, 1) - i wyszedł. I wszystko się zaczęło. Uczniowie Pana opuścili bezpieczny wieczernik i udali się na spotkanie z wszystkimi kulturami. Dziś nasze wyjście oznacza umiejętność spotkania drugiego i zdolność do mądrego dialogu z naukami i poglądami, które niekoniecznie są nam bliskie. Dlatego w 2005 roku zajęliśmy się dialogiem, jako fundamentalnym narzędziem gospodarowania przestrzeni europejskiej. Wreszcie w 2007 roku, doprowadziło nas to do kulminacyjnej debaty - o miejsce Człowieka w naszej Europie.

I okazało się, że nasze Zjazdy Gnieźnieńskie nie odbywały się gdzieś na peryferiach wielkich debat europejskich. Że uderzyły w sam środek wielkiej potrzeby rozmów i dialogu. Że bez trudu do Gniezna ściągali najlepsi specjaliści, zjeżdżały się setki osób z wielu krajów całej Europy. Papieże słali swe słowo do zgromadzonych, a ich najwyżsi współpracownicy przyjeżdżali do Gniezna. Szybko okazało się, że Zjazdy wpisały się w ogólną dynamikę chrześcijańskiej i katolickiej refleksji o przyszłości Europy. Analogiczne spotkania w austriackim Grazu, niemieckie Kirchentagen, francuskie Semaines Sociales i wiele innych olbrzymich i mniejszych spotkań w wielu państwach rozpoczęły głęboką refleksję nad kształtem Europy i miejscem w niej chrześcijaństwa. Prawdopodobnie żadna inna grupa ludzi, poza chrześcijanami, nie zmobilizowała w pierwszej dekadzie XXI wieku tak licznych środowisk na rzecz tej wspólnej, wielotorowej, ponadgranicznej i wielokulturowej debaty o Europie. Debaty o nas samych. Ufni wedle słów Jana Pawła II, który stwierdził, że "nie mamy pesymistycznej wizji przyszłości, gdyż żywimy przekonanie, że Jezus Chrystus jest Panem historii" (Jan Paweł II, Jubileusz Parlamentarzystów i Polityków, 4 listopada 2000, Rzym).

-----------------------