Powrót do spisu treści

Piotr M. A. Cywiński
OSTATNIA, NIENAPISANA ENCYKLIKA.
Rzeczpospolita, wydanie specjalne w dniu pogrzebu Jana Pawła II, 8 kwietnia 2005.


Papież odchodził przez trzy dni. Trzy ostatnie dni czasu Zmartwychwstania, wprowadzające Kościół w ustanowione przez Niego właśnie Święto Miłosierdzia Bożego. Przez ten czas - przy wszystkich komunikatach trzy jego wypowiedzi trafiły przez media do najdalszych zakątków świata.

"Jestem pogodny, wy też bądźcie. Módlmy się razem z radością. Dziewicy Maryi powierzam wszystko radośnie".

Mógł odejść w ciszy. Odszedł jawnie. Każdy wychodzący z apartamentów podkreślał ze zdumieniem, że papież umierał pogodny, radosny, spokojny. Nie odchodził, a przechodził. Nie uciekał, a wyczekiwał. Ten, który tylekroć mówił nam: "nie lękajcie się" oraz "przestańcie się lękać", w pełnym zaufaniu wyczekiwał radosnego początku zjednoczenia z Bogiem. I widzieli to wszyscy, na całym świecie. W ten czas między objawieniem Zmartwychwstania a Miłosierdziem Bożym papież odsłonił nam najgłębszy sens życia: sens śmierci. Przez dziesięciolecia, będąc dla tak wielu ludzi przewodnikiem po życiu, stał się również przewodnikiem po śmierci. Wskazując drogę, wskazał ją do końca, aż do przedsionka nieśmiertelności. Tyle razy mówił o tym w swoim nauczaniu, w swych listach i encyklikach, a teraz niemalże w zupełnej ciszy, nie mogąc wiele wypowiedzieć, własnym przykładem dał nam ostatnią swą naukę. Ukazał, że nauczając o Bogu i o człowieku, w ostatecznym wymiarze naucza się o jedności tych dwóch rzeczywistości. O spotkaniu i o pojednaniu w pełni. Oto ostatnia, nienapisana encyklika papieska, którą winniśmy rozważać na równi z innymi.

"Szukałem was, teraz przyszliście do mnie i za to wam dziękuję"

Młodzież to zrozumiała. Przybyła, modliła się i współradowała. Nie przyszła pożegnać, lecz towarzyszyć. To była ta młodzież, do której papież jeździł na krańce świata. Której mówił: "wypłyńcie na głębię". Ona wypłynęła. Przybyli nie tylko katolicy, nie tylko chrześcijanie, nie tylko wierzący. Bo wszystkich szukał papież. I wszystkim za to przybycie dziękuje. Wszyscy zobaczyli, czym jest odejście z tego świata. I to przemówiło do każdego, bo każdy stąd odejdzie. Niezależnie od wiary, którą nosi w sercu. Ta encyklika nie miała słów, więc tak silnie przemówiła do każdego. Esencja fenomenologii. Notabene: Jezus także wiele razy mówił, przestrzegał, nauczał, ale dopiero gdy niemalże bez słów swą własną śmiercią pokazał miłość - uwierzyli i zrozumieli.

"Amen"

Odszedł w spełnieniu. W świadomości sprostania swemu powołaniu. Sprostania do końca. Wbrew głośnej pokusie, by sobie ulżył i spoczął przed końcem, oddając komuś innemu trudy pontyfikatu. Pokazał, że można potraktować powołanie priorytetowo. Ujawnił, że powołaniem jest nie tylko czas na ziemi. Prawdziwe powołanie zaczyna się z chwilą odejścia. Powołanie jest bowiem powołaniem do wieczności. Przedwcześnie nie zrezygnował. W powołaniu swym trwa nadal. Teraz już na wieki. Oto ona - ostatnia nienapisana encyklika.

-----------------------