Powrót do spisu treści

Piotr M. A. Cywiński
NA BEZLUDZIU DYBUK NIE ZAMIESZKA.
Więź, Kwiecień 2005.


Wśród wielu wyjaśnień próbujących ogarnąć zjawisko nowego zainteresowania Żydami i judaizmem w Polsce najładniej, a pod wieloma względami też bardzo przekonująco, brzmi poetycka teza, że po wymordowanym świecie polskich Żydów pozostał dybuk - mitologiczna żydowska duchowa obecność, która wcieliła się w dzisiejszą rzeczywistość Polski. I jest. I zmusza ludzi do dostrzegania i do zapełniania pustki, czyli kontynuowania tego, co robiliby ci, których nie ma.
Prawdą jest, że pożydowska pustka jest wszędzie - nie tylko w trudności skompletowania regularnego minjanu w kilku istniejących gminach żydowskich . Pożydowską pustkę widać w architekturze i urbanistyce. W nadmiarze parków i boisk budowanych na miejscu cmentarzy. W ruinach kamienic, w które nikt nie chce zainwestować bez pewności stanu posiadania. Pożydowska pustka bywa też w głowach. Nawet dziś, po sześćdziesięciu latach, tylko połowa opinii publicznej zgadza się ze stwierdzeniem, że w Auschwitz ginęli w większości Żydzi.

W tej oto pustce zrodziła się na szeroką skalę - jako przedziwny fenomen społeczny - fascynacja kulturą żydowską. Czasem aż czuć rozdrażnienie starych Żydów spoza Polski, ich lekko zgryźliwe stwierdzenia, że w Krakowie jest wiele restauracji żydowskich, tylko że Żydów nie ma; że powstaje wiele ośrodków zajmujących się kulturą żydowską, tylko że Żyda w nich nie uświadczysz.

Przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych okazał się w Polsce wejściem w okres bardzo trudny w różnych dziedzinach, także dla stosunków polsko-żydowskich. Po pierwsze, w warunkach demokracji i państwa prawa zderzyły się poglądy na temat najważniejszych elementów przeszłości. Wielu trudno było zrozumieć, że Auschwitz jest najważniejszym symbolem martyrologii żydowskiej. Trudno też było przyjąć bezwzględną prawomocność żądania zwrotu własności prywatnej ze strony tych, którzy opuścili Polskę po wojnie. Po drugie, demitologizacji poddana została historia Polski, co najmocniej uwidoczniło się w kwestii pogromu w Jedwabnem i innych miasteczkach ziemi łomżyńskiej. Po trzecie, nastąpiła radykalna eskalacja amatorskich i populistycznych rozliczeń co do wzajemnych krzywd - prawdziwych i domniemanych. Polakom zarzucano współudział w Holokauście, od tchórzliwej bierności po chętne i świadome współdziałanie z nazistami, Żydom z kolei - współpracę z Sowietami.

Sytuacja w roku 2005 (lub, jak kto woli, 5765) jest - jakby się mogło zdawać - już zupełnie odmienna i to na wielu frontach. Oczywiście w kioskach można nadal kupić plugawe broszury Leszka Bubla, pod nowym tytułem - o znaku czasów! - "Poznaj swego Sąsiada", ale czyż w tym samym kiosku nie ma pism poniżających kobiety czy szydzących z papieża? Nie można jednak nie zauważyć, że w tym samym czasie Polacy otwierają restauracje z żydowską kuchnią, kupują płyty z muzyką klezmerską, fascynują się midraszami. Czy na tym podłożu fascynacji "żydowską Atlantydą" mogą powstać rzeczywiście nowe i w długim okresie pozytywne relacje polsko-żydowskie? Czy jest to tylko moda, która przeminie? Trudno rzec. Jest dybuk i są ludzie gotowi go przyjąć do swego wnętrza.

LUDZIE Z DYBUKIEM

Dzisiejsza sytuacja nie powstała nagle, sama z siebie. Przynajmniej przez ostatnich dwadzieścia lat komunizmu (w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych) pamięć o Żydach istniała prawie wyłącznie w edukacji alternatywnej, opozycyjnej wobec wielkiego kłamstwa komunistów - którzy po moczarowskim antysemityzmie - najzwyczajniej Żydów przemilczali. W owych latach ciszy - tak jak i później, w wolnej już Polsce - na podłożu prywatnym, rodzinnym, amatorskim, pozasystemowym, środowiskowym, do głosu doszło wiele ciekawych inicjatyw. Rodziły się one wcześnie, już pod koniec lat osiemdziesiątych, początkowo w dużych miastach, później i w mniejszych ośrodkach. Były to inicjatywy kulturalne, edukacyjne, religijne. Najpierw były dziełami odosobnionych amatorów, pomału jednak rozszerzały swój zasięg społeczny i medialny.
Tak rodził się świat, którego znakiem rozpoznawczym jest dziś przynajmniej kilka poważnych festiwali kultury żydowskiej, kilkanaście kapel zespołów klezmerskich (wśród nich kilka o międzynarodowej sławie), kilkadziesiąt stowarzyszeń zajmujących się prężnie tą problematyką. Dodać należy również ośrodki naukowe (UJ, UW, ŻIH i PAN) prowadzące badania dotyczące polskich Żydów.
Prawie w każdym przypadku jako inicjatora takiego przedsięwzięcia odnajdujemy "wolnego strzelca", zapaleńca. Człowieka, a nie instytucję czy decyzję polityczną. W tym samym bowiem czasie aparat państwowy nie nadążył. Antysemityzm jest wciąż u nas tolerowany pod pozorem wolności słowa. Kwestie mniejszości religijnych niedawno zostały znów przesunięte z resortu kultury do spraw wewnętrznych. Jeszcze dziś posłowie uważają się za kompetentnych w ocenianiu, co jest mniejszością etniczną, a co narodową.
Mocnym bodźcem dla działań ludzkich stała się perspektywa odkrywania tożsamości "małych ojczyzn". Również i to jest najczęściej zasługą konkretnych osób, a nie samorządów. Foldery promocyjne nadal uwidaczniają urzędy miejskie i nowe oczyszczalnie ścieków, a nie fasadę osiemnastowiecznej mykwy. Tu bardzo wiele pozostaje do zrobienia, zwłaszcza w miejscowościach, które przed wojną były żydowskimi sztetlami, a które dziś pedantycznie starannie usiłują tego nie dostrzegać.

W zaangażowaniu emocjonalnym "ludzi żyjących z dybukiem", w rozszyfrowywaniu tej lokalnej przeszłości można się nieraz wręcz doszukać swoistej "emigracji wewnętrznej", ucieczki od świata dzisiejszego. Jest ona szukaniem cieni, odnajdywaniem innych historii, odmiennych miejscowych mitologii, alternatywnych geografii lokalnych. Umiejscowienie żydowskiej przeszłości miasteczek Rzeczypospolitej w ramach historii tych miejscowości, wpisanie wielkich polskich Żydów w treść historii Rzeczypospolitej, włączenie wątków żydowskich w główne nurty edukacji o Polsce - to są wyzwania, które mogą doprowadzić do lepszego zrozumienia Polski, do niwelowania wzajemnych urazów oraz do normalizacji pamięci. Nie trzeba dziś edukacji o świecie Żydów, lecz nauczania o polskich Żydach jako istotnej części naszego świata. Aktualna fascynacja temu sprzyja, gdyż jest wyrazem żywego społecznego zapotrzebowania. Ale każdą okazję można przegapić.
Zainteresowanie żydostwem rosło stopniowo. Pierwszym widocznym znakiem była w latach dziewięćdziesiątych liczba wydawanych książek o tematyce żydowskiej. Pamiętam ówczesne przyjazdy prof. Israela Gutmana na posiedzenia Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej - zawsze starał się znaleźć trochę czasu, by przejść się po księgarniach warszawskich. Ze zdziwieniem stwierdzał, ile ciekawych nowości wydano od jego ostatniego pobytu.
W pierwszym okresie, około połowy lat dziewięćdziesiątych, dominowały książki dosyć ogólne, wznowienia, reprinty oraz pozycje dotyczące XX wieku. W drugiej połowie rynek zdecydowanie się wyspecjalizował i już można było znaleźć nowe pozycje o architekturze, kuchni, tradycjach świątecznych i religijnych, wybranych elementach historii Żydów. Zaowocowało to nawet dwoma wydaniami encyklopedycznymi. W ostatnich latach czytelnicy sięgnęli głębiej i dotarli do sedna judaizmu - do specyficznej relacji narodu wybranego z Bogiem. Pojawiła się bowiem niespotykana wcześniej jakość wśród książek o tematyce religijnej: już nie opisy, a książki w ścisłym znaczeniu religijne. Zaczęła się ukazywać Tora po polsku, wydano kilka innych tłumaczeń (m.in. Pieśń nad pieśniami, Księgę Estery, Księgę Rut), wydano komentarze autorstwa Pawła Śpiewaka, Stanisława Krajewskiego i Konstantego Geberta. Ukazały się wreszcie modlitewniki (dla dorosłych i nawet dla dzieci). Książki te były i są kupowane nie tylko przez Żydów. Nakłady niektórych tych publikacji znacznie przerastają liczbę religijnych Żydów w Polsce.

NORMALNOŚĆ BÓLU I NIEUFNOŚCI

Czy zatem jest dziś szansa na zupełnie nową jakość we wzajemnych relacjach świata żydowskiego i polskiego? Czy będzie wreszcie normalnie?
W kontekście dziejów polsko-żydowskich nie bardzo wiadomo, co znaczy pojęcie normalności. Te stosunki bywały zbyt różne, aby dziś ustalić to, co stanowi normę. Czy normą był przychylny Żydom stosunek władców wczesnopiastowskich? Czy normą były uprzywilejowane pozycje Żydów - względem na przykład chłopów pańszczyźnianych - w Rzeczypospolitej szlacheckiej? Żyd mógł czuć się gorzej traktowany od ormiańskiego kupca, ale był na dużo lepszej pozycji społecznej niż chłop czy Kozak. W gmatwaninie tych stosunków były zatem osie współpracy i były osie zawiści. Jedno nigdy zresztą nie wyklucza drugiego.

Dziś sytuacja jest zupełnie inna. Dziewięćdziesiąt procent aszkenazyjskich Żydów z naszych ziem zginęło w niemieckim programie Zagłady. Żydzi stanowili 90% ofiar Auschwitz, praktycznie 100% ofiar Treblinki, Sobiboru, Bełżca i Chełmna, około 50% Majdanka. Ginęli inaczej niż Polacy - całymi rodzinami, z dziećmi na rękach. Ich nie ma i nie będzie.

Czy zatem relacje między Polakami a Żydami może być normalna? Jak między Polską a Urugwajem? Czy choćby, jak między Polską a Ukrainą? Cóż to właściwie znaczy "normalne"? Nie ma takiej normy.
Przed nami przede wszystkim długa i gorzka droga prostowania meandrów przeszłości, zanim staniemy wobec siebie w sytuacji wspólnoty ocen historycznych. Może na tym polega normalność relacji polsko-żydowskich? Może w tym jest norma naszej wzajemności, że jest ona odbudowywana w bólu i nieufności? Jedna debata nad masakrą w Jedwabnem zrobiła więcej niż wszystko inne przedtem. Lecz to nie w Jedwabnem diabeł mówi ostatecznie dobranoc. Już rodzą się pytania o uszanowanie własności prywatnej. Kolejne rządy debatujące nad restytucją mienia (nie tylko żydowskiego zresztą) zdawały się nie rozumieć, że własność w wolnej demokracji jest rzeczą świętą. Albo chcemy być wolnymi ludźmi, albo sami się wyalienujemy ze świata dojrzałego do wolności... Za chwilę przyjdzie nam przetrawić rozmiar i społeczne zakorzenienie szmalcownictwa. Cały czas nie zabrzmiała okrutna prawda o okresie powojennym, czyli o wyrzucaniu powracających z obozów Żydów z progów ich własnych domostw. Przy wszystkich polskich Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, wciąż wisi nad nami ciężka prawda o obojętności większości społeczeństwa wobec tragedii polskich Żydów. Przerzucanie się argumentami o odsetku Żydów w początkach aparatu komunistycznego z niczego tak naprawdę nikogo nie zwalnia. Zresztą na Litwie w tym czasie znaczna część pracowników NKWD miała polsko brzmiące nazwiska...

Podobnie do zmian w postrzeganiu historii, sama rzeczywistość rozwija się bardzo dynamicznie. Wpływ mają choćby rytm kalendarza wyborczego i głos medialny skrajnych partii, międzynarodowe alianse polskiej polityki zagranicznej, wreszcie ewolucja dyskursu publicznego i akceptacji społecznej obecności antysemityzmu. Trudno zaryzykować przepowiadanie przyszłości. Na ewolucję stosunków pomiędzy Polakami a Żydami w najbliższej przyszłości będzie miało wpływ kilka ważnych czynników. Po stronie polskiej będą to: rozwiązanie kwestii własności prywatnej zagrabionej podczas II wojny światowej i PRL, postrzeganie Izraela przez polską opinię publiczną, jednoznaczne tępienie antysemityzmu w jego wszelkich objawach, stosunek władz państwowych i samorządowych do polskich gmin żydowskich, rozwój edukacji o kulturze i dziejach Żydów polskich oraz o Zagładzie. Po stronie żydowskiej będzie to przede wszystkim umiejętność dostrzegania nieżydowskich ofiar II wojny światowej, przekraczania stereotypów antypolskich oraz postrzegania Polski tylko przez pryzmat Zagłady.

W wielu krajach europejskich coraz wyraźniej dochodzą do głosu tendencje populistyczne. Mamy do czynienia ze zdecydowanie mocniejszym używaniem debat historycznych do celów polityki państwowej. Przykładem niech będzie rozmywanie odpowiedzialności państwa niemieckiego w kwestii zagłady (zastąpienie nazwy państwa pojęciem "naziści"). Na jednym z ostatnich zebrań grupy Task Force (służącej koordynacji wysiłków kilkunastu krajów w celu nauczania o Zagładzie), przy prezentacji jednego z polskich projektów, przedstawiciele dwóch państw wnioskowali o mocniejsze podkreślenie tradycyjnego polskiego antysemityzmu. Byli to reprezentanci Austrii i Niemiec...
Innym przykładem jest ostatnia, trwająca już prawie rok walka ekipy Putina o reinterpretację historii XX wieku. Widzieliśmy reakcje Moskwy na obchody rocznicy Powstania Warszawskiego, na kwestie związane z wyzwoleniem Auschwitz-Birkenau oraz na ocenę Jałty i całego porządku powojennego. Bardzo pilną potrzebą staje się więc polityka państwowej promocji historii i dziejów Polski - takiej, w której znajdą swe miejsce różne mniejszości etniczne, narodowe, religijne, które Polskę współtworzyły; w której będzie miejsce i na uczciwą analizę odpowiedzialnościza przeszłość i na podkreślenie unikalnych doświadczeń szacunku i heroizmu - cnót dziś tak bardzo potrzebnych.

WIDAĆ ZMIANY

Czy istnieją zatem perspektywy życzliwszej wzajemności w stosunkach polsko-żydowskich? Są elementy budzące nadzieję np. w Polsce nie ma obecnego w całej Europie tzw. "nowego antysemityzmu lewicy", antyżydowskiej konstrukcji ideowej czerpiącej z niechęci do procesów globalizacji, do obecności USA na Bliskim Wschodzie oraz do militarnej roli Izraela. Być może w Polsce nie ma prawdziwej lewicy, a ta, która jest, pozostaje pod wpływem USA. Fakty pozostają jednak wymowne: w polskiej prasie (poza "Naszym Dziennikiem", rzecz jasna) nie ma zasadniczej krytyki Izraela.
Jeszcze do niedawna można było słyszeć: "Papież wiele zrobił, ale Wasz Kościół w Polsce jakby nie nadąża". Dotychczas jednymi z głównych aktorów działań koncyliacyjnych byli świeccy katolicy robiący mnóstwo fenomenalnej roboty pod rozmaitymi szyldami. Dziś abp Tadeusz Gocłowski ukrócił "skrajny, grzeszny nacjonalizm" na ambonach gdańskiej św. Brygidy, a abp Józef Życiński zakazał stowarzyszeniu Ryszarda Bendera mienić się katolickim m.in. ze względu na promowanie treści antysemickich. Odezwał się zatem głos hierarchii. Nie zastąpi to jednak bardzo potrzebnego głosu Kościoła nie tylko w potępianiu antysemityzmu, czyli zwalczaniu idei sprzecznych z chrześcijaństwem, ale w otwartej debacie na temat historycznych aspektów niechęci wobec Żydów.
Jestem przekonany, że bez działań "ludzi z dybukiem" niewiele drgnęłoby przez ostatnich piętnaście lat, co więcej - byłoby normalne, że polska opinia publiczna poszłaby śladem innych europejskich społeczeństw, potępiających dziś jednym tchem dawnych nazistów i rząd Szarona. A stało się inaczej.
Zmiany w Polsce są dziś dostrzegane także za granicą. Zupełnie inaczej wyglądają spotkania między Polakami a Żydami, niż było to jeszcze kilka lat temu. Dawniej mocno kontrowersyjne Marsze Żywych dziś odbywają się przy coraz większym udziale młodzieży polskiej. Treść nauczania o Polsce ulega również powolnej zmianie. Wycieczki odwiedzają coraz częściej ślady żywej pamięci po wymordowanym narodzie, spotkania z polską młodzieżą nie budzą już tylu oporów, co kilka lat temu. Wpływowe środowiska żydowskie solidaryzują się z polskimi wysiłkami przeciwko używaniu pojęcia "polskie obozy koncentracyjne". Zupełnie nowa jakość została też osiągnięta w spotkaniach naukowych, w pracy nad przeszłością. Pozytywnie zwykło się mówić o młodej nowej fali badaczy polskich z Instytutu Pamięci Narodowej, z Polskiej Akademii Nauk, z Uniwersytetów Jagiellońskiego i Warszawskiego. Powstawanie w Oświęcimiu Międzynarodowego Centrum Edukacji o Auschwitz i Holokauście - zamiast budzić rozdrażnienie czy niedowierzanie - skutkuje zainteresowaniem nawet ze strony Instytutu Yad Vashem. Od kilkunastu miesięcy coraz więcej Żydów z Izraela zgłasza się do ambasady RP z wnioskiem o uzyskanie polskiego obywatelstwa. Rzecz jasna, wielu chodzi o europejski wymiar naszego paszportu, lecz jednak - powstaje nowa bardzo formalna płaszczyzna do tworzenia więzi.

Warto zauważyć, że po 1989 r. bardzo wiele zmieniło się wśród polskich Żydów.Obok ludzi pamiętających II wojnę światową pojawiło się nowe środowisko - pokolenie ich wnuków. Dzisiejsza piramida wiekowa gmin żydowskich przedstawia się zadziwiająco: są bowiem nadal obecni najstarsi, potem długo, długo prawie nikt i wreszcie rozrastające się grupy młodzieżowe, studenckie. Ich odkrywanie żydostwa jest przepełnione głodem poszukiwań religijnych i tożsamości. Można mówić o odradzaniu żydowskiego życia religijnego. W kilku największych miastach synagogi funkcjonują już regularnie. Obecność polskich Żydów w przestrzeni dużych miast jest coraz czytelniejsza, organizują publiczne wydarzenia, zarówno związane ze swoimi tradycjami (ostatnio choćby zapalanie świecznika chanukowego w Warszawie), jak i związane ze światem dla nich zewnętrznym (na przykład publiczne modlitwy za zdrowie Jana Pawła II, za bł. pamięci Jana Nowaka-Jeziorańskiego czy za ofiary tsunami). Nowe środowiska żydowskie pozostają jednak zagrożone - przede wszystkim swoją niewielką liczbą. Liczne są wyjazdy zagraniczne tych młodych, "nowych" Żydów. Po prostu szukają jesziw, perspektyw w nauce. Chcą, by ich dzieci wyrastały w normalnych, licznych środowiskach żydowskich. Nierzadko zatem wyjeżdżają. Wielka szkoda - bo to oni są jedynym prawdziwym remedium na naszego dybuka.

-----------------------