Powrót do spisu treści

Piotr M. A. Cywiński
MIĘDZY EMPATIĄ A AMNEZJĄ. Refleksja o niejasnym stosunku edukacji do odpowiedzialności w siedmiu krótkich punktach.
Midrasz, Luty 2005.


*
W zwykłej procedurze karnej nie jest rzeczą prostą udowodnić morderstwo. Procesy są często poszlakowe, wątpliwości pozostaje na ogół wiele, dochodzenia bywają długie i wielowątkowe, dowody mizerne.
Zagłada jest pod tym względem mordem zupełnie innym. Świadkowie są bardzo liczni, zachowane są zarówno plany, rozkazy jak i sprawozdania z wykonania, jesteśmy w posiadaniu wyczerpujących zeznań licznych oprawców, zidentyfikowane są ofiary, ich spopielone szczątki; istnieją dowody materialne zbrodni, jej bezpośrednie narzędzia. Dane statystyczne, zdjęcia, rysunki mają wyłącznie posiłkującą moc. Literatura tej zbrodni przerasta jakąkolwiek inną zbrodnię na świecie, może poza Ukrzyżowaniem. Rzecz jest - jakby się zdawało - w olbrzymiej mierze wyjaśniona, zagadką pozostają jedynie niektóre, niewiele już zmieniające, elementy.
A jednak, właśnie w przypadku Zagłady, zdarzają się osoby próbujące wykazać, że źródła są nic nie warte, a wszelkie dowody wątpliwe.
Prawda jest jedna, kłamstw wiele. Można wyliczyć przynajmniej trzy odmiany kłamstw wobec prawdy o Zagładzie. Pierwsza odrzuca fakty: neguje samo istnienie Zagłady. Kłamcami są negacjoniści. Drugi typ zmienia wymowę faktów: podważa cele morderstwa, redukuje liczbę ofiar, zmienia metodę zabijania. To kłamstwo tworzą tzw. rewizjoniści. Trzecia odmiana przyjmuje fakty, odwraca jednak ich brzmienie aksjologiczne: reprezentują ją zwykli neonaziści, użalający się nad "niedokończoną robotą". Francuski wykładowca literatury, Robert Faurisson, uważany jest za ojca negacjonizmu. Początkowo na łamach prasy prawicowej ekstremy, później w kilku poważnych gazetach, wreszcie w kilku książkach wyłożył swe tezy, które możnaby najkrócej streścić w zdaniu: "komory gazowe nie istniały, gdyż istnieć nie mogły, czego najlepiej dowodzi ich nieistnienie". Nie mają szczęścia uniwersytety Lyonu do naukowców zajmujących się słowem. Tam również Jean Haudry w swych badaniach nad językiem indoeuropejskim doszedł na przełomie lat 70 i 80 do wniosku, że "rasa nordycka reprezentuje najwyższą warstwę ludów indoeuropejskich".
Negacjonizm objawia się zawsze jako teoria ideologicznie uwarunkowana. Pojawia się wyłącznie w ustach osób przynależących do skrajnej prawicy. Próba wybielenia nazistowskiego mitu? Uporanie się z upiorami? Nie. Uwarunkowanie ideologiczne, a nie mitotwórcze czy psychologiczne wskazuje zdecydowanie na przemyślany element neonazistowskiej propagandy.

**
Gdyby podliczyć, byłoby ich w ciągu roku prawie dziesięć milionów ludzi. Nie licząc tych, którzy czytali książki o Zagładzie, bo trudno jest ustalić ich liczbę. Dziesięć milionów zwiedzających któryś z byłych obozów Zagłady, wybrane muzeum Zagłady - metodologicznie znakomity Yad Vashem, czy też porażająco ciche piaszczyste lasy Treblinki. Oto oni, wzruszają się, płaczą, współczują, wracają do swych domów, siedzą przed telewizorami, oglądają na żywo dramat Rwandy czy Groznego i nie robią nic. Dosłownie - nic. A przecież żyją w wolnych, potężnych krajach. A przecież mają dostęp do wszelkich mediów. A przecież cieszą się wszelkimi swobodami obywatelskimi. A tak złorzeczyli światu, który nic przed laty nie zrobił...
Ten paradoks nurtuje mnie od pewnego czasu do granic wytrzymałości. Przecież: jakby do tego nie podchodzić, oznacza to kompletną, całkowitą, dramatycznie beznadziejną porażkę dotychczasowej edukacji o Zagładzie - w jej najważniejszym aspekcie. Mechanizm "nigdy więcej" nie funkcjonuje.

***
W szkole uczą historii. Od czwartej klasy. Dwie godziny tygodniowo, aż po maturę. Nie wiem, ile setek godzin historii to oznacza, chyba jakoś ponad sześćset. A jeszcze wypadałoby dodać czas odrabiania lekcji domowych. I jaki jest cel? I po co to wszystko? Kodeks Hammurabiego, Aleksander Macedoński, cezaropapizm, paryskie gilotyny, Wiosna Ludów, Solidarność. Czy chodzi tu naprawdę wyłącznie o kulturę osobistą? Jeśli by tak było, to dlaczego nie ma tyluż godzin tańca towarzyskiego, gastronomii i kindersztuby? Zdecydowanie, w nauczaniu dziejów chodzi o coś zupełnie innego, niż zdobycie rudymentów kultury osobistej! Chodzi o przyswojenie, o pojęcie przeszłości, dla teraźniejszości, dla przyszłości. Chodzi o zrozumienie mechanizmów cywilizacji, nie powtarzanie błędów, dokonywanie nowych wyborów w sposób mądrzejszy. Dlatego uczymy się historii.
Dlatego też każda dyktatura fałszuje historię. Zmienia naukę o dziejach. Wydawałoby się może, że groźniejsze dla tyrana mogłyby być powszechne lekcje kultury fizycznej czy chemii. Nie słyszałem jednak, by jakikolwiek dyktator nakazał fałszować lekcje chemii pod kątem utrudnienia konstrukcji amatorskich bomb. Historię fałszuje każdy. Historia jest dlań groźniejsza. Uczymy się zatem historii, by ona mogła nas wychowywać. W takiej perspektywie powstaje jedno pytanie: dlaczego obok historii nie uczymy się etyki - przynajmniej w takim samym czasowym wymiarze? Skoro znajomość historii ma nas uczynić lepszymi, dlaczego nie roztrząsamy zagadnienia dobra i oceny wyborów ludzkich? Przecież to absurdalne marnotrawstwo: lat, wieków, pokoleń. Uczyć się dziejów i nie posiąść do nich najważniejszego klucza: etyki?
Wówczas dzieje stają się jedynie pamięcią i powracają do kręgu kultury osobistej.

****
Pamięci nie da się zredukować jedynie do wiedzy faktograficznej. Pamięć wiąże się oczywiście ze świadomością, ale i z odpowiedzialnością. Europa ma z tym wszak niezaprzeczalne problemy. W przeprowadzaniu akcji Zagłady uczestniczyły setki tysięcy ludzi wolnych. Strzegli gett, organizowali transport, pilnowali obozów, przejmowali skonfiskowane dobra. Nie wiem, ilu zdawało sobie sprawę w czym uczestniczą. Ci, którzy pracowali w samych obozach, jako wolni ludzie, SSmani, gestapowcy, żołnierze, pseudomedycy widzieli Zagładę codziennie. Oni wątpliwości nie mieli. Było ich ok. 70.000. Z nich wszystkich dwa i pół promila (ok. 1700) stanęło po wojnie przed sądami. Większość dostała po kilka lat w zawieszeniu.
To w tym kontekście pamięć od zarania oderwana jest od odpowiedzialności. Taka pamięć jest li tylko luźną świadomością faktów. To w tym kontekście pamięć rozwinęła się jako przyczynek empatii, a nie jako fundament odpowiedzialności. Osąd tamtych czasów nie powoduje dziś osądu każdego z nas.
Kiedyś przed wojną niektóre akademickie środowiska chrześcijańskie promowały wspólnotowość opartą na tzw. rewizji życia. Oznaczało to dynamikę trójstopniową: "zobaczyć - ocenić - działać". Gorzko się śmieję, że najczęściej pozostało z tego "zobaczyć - ocenić - pójść na kolację". Analogicznie, edukacja o Zagładzie stanowi dziś wyłącznie przyjrzenie się i wydanie oceny - jedynie historycznej. I w ten sposób gubi się odpowiedzialność. Nie tę historyczną, ale tę dzisiejszą. Jutrzejszą. Nie wiem czy bardziej winienem się bać tych 60% młodzieży z takiego czy innego kraju, która nigdy nic nie słyszała o Auschwitz, czy tych 40%, która o Auschwitz wie i nie reaguje na dzisiejszy antysemityzm, czy na ludobójstwo w Rwandzie.

*****
Debata o kształcie pamięci trwa, w różnych krajach, na różnych płaszczyznach, w bardzo różnych środowiskach. Największe jednak debaty są chyba przed nami. Nie tylko dotyczące kształtu faktograficznego, ale i celu etycznego pamięci. Dotychczas wektorem pamięci byli przede wszystkim żywi, naoczni świadkowie - żyjące ofiary obozów. Ich głos zatem również przechodzi powoli do historii. Obok nich, w ciągu dziesięcioleci wyrosły trzy inne rodzaje głosów.
Tak więc cztery odmienne grupy głosów obserwuję od lat kilku, osobiście w odniesieniu do KL Auschwitz-Birkenau:
1. Głosy b. więźniów i ocalałych. Bardzo antropocentryczne, obolałe, starające się zawsze stać na gruncie prawdy i szacunku. Pierwsi spadkobiercy krzyku ofiar.
2. Głosy działaczy. Ludzi z licznych organizacji, stowarzyszeń, komitetów. Głosy pełne chęci, ale na ogół odnoszące się do wąskich dziedzin zainteresowania, oraz z różnych względów czasowo niestabilne.
3. Głosy polityków. Poprawne politycznie, czyli zmienne, uwarunkowane opiniami publicznymi, ewoluującą większością, medialnością kwestii.
4. Głosy naukowców. Chyba najbliższe tym pierwszym, z założenia szukające faktów, prawdy, niezależne na ogół od politycznych poprawności, stabilne i trwałe.
I choć nic nie zastąpi głosów pierwszego rodzaju, staje się dla mnie jasne, że inicjatywy kształcenia, edukacji i nauczania winny coraz bardziej opierać się na tym ostatnim, akademickim typie. Tym gorzej dla tych negacjonistów, którzy zanieczyszczają środowiska uniwersyteckie. W moim przekonaniu winni być z katedr usuwani.

******
Czas płynie - rzeknie przechodzień nad Sekwaną. Ziemia kręci się - zacytuje Okudżawę spacerowicz nad Wołgą. To dwie zupełnie inne koncepcje czasu. W myśl platońskiego czasu krągłego, winniśmy pamiętać o tym, co było - wówczas będziemy wiedzieć, co będzie. W myśl koncepcji arystotelesowej - linearnej, istnieje jednak możliwa ewolucja: "narody, które nie pamiętają, przeżyją historię raz jeszcze". Pamięć właśnie winna nas doprowadzić do zmian. Stąd rola pamięci nie powinna być straszakiem, a źródłem nadziei.
Pamięć jednak nie jest wyłącznie przywołaniem faktografii. Pamięć ma nie tylko zapobiegać zapomnieniu i pobudzać empatię względem ofiar. Pamięć ma również niszczyć nieświadomą niewinność a rodzić odpowiedzialność. Możemy rozpisać dwie krzyżujące się osie. Oś X od amnezji do empatii i oś Y od nieświadomości do odpowiedzialności. Przecinać się będą w punkcie "pamięć". Taka wizualizacja pokaże, jak mało daje empatia bez poczucia odpowiedzialności, bądź poczucie odpowiedzialności w sytuacji niepamięci.
Mam wrażenie, nieodparte wrażenie, że w dzisiejszym nauczaniu o Zagładzie, cały wysiłek oparliśmy wyłącznie o oś X. Dzięki pamięci oddaliliśmy amnezję i osiągnęliśmy empatię. Pozostawiliśmy jednak na boku cały drugi wymiar i zawartą w nim celowość odpowiedzialności.

*******
Dziś już widzimy, że stworzenie Europy zjednoczonej nie zapewnia jednoznacznie pokoju i bezpieczeństwa. Wczoraj, aby zniszczyć jeden naród trzeba było wielkich wojen, olbrzymich nakładów propagandy i industrialnej precyzji. Dziś wystarczy kilkunastu fanatyków i odpowiednie walizki, by zmieść z powierzchni ziemi całe miasta. Przyspieszenie cywilizacyjne i demokratyzacja dostępu do najróżniejszych środków to miecze obosieczne. Frustracja jest nadal wszechobecna, nienawiść nadal propagowana, a jej skutki są trudniejsze do przewidzenia.
W tym kontekście nauka o Zagładzie, o zaplanowanej i zrealizowanej śmierci milionów niewinnych ludzi nabiera zupełnie innego znaczenia. Z pamięci musi wynikać przestroga, która zrodzi poczucie odpowiedzialności nie tylko historycznej. Człowiek nadal pozostaje zdolny do wszystkiego. Tak więc negacjonizm nie jest wyłącznie zbrodnią przeciw ofiarom Zagłady, nie jest tylko zbrodnią przeciw historii Żydów.
To zbrodnia przeciw ludzkości. Wczorajszej, dzisiejszej i jutrzejszej.


-----------------------