Powrót do spisu treści

Piotr M. A. Cywiński
GDY ODCHODZĄ OSTATNI ŚWIADKOWIE
Rzeczpospolita, 13 września 2004.


Chcielibyśmy, by najsłynniejszym polskim muzeum było coś na kształt Luwru. W rzeczywistości jest nim Auschwitz-Birkenau. Instytucja ta - muzeum, mauzoleum, cmentarz - na zgliszczach i ruinach Konzentrationslager, powstała tuż po wojnie, przede wszystkim dzięki pracy i zaangażowaniu byłych więźniów. Dziś mają oni ponad 80 lat. Nie widać, kto miałby być spadkobiercą ich pamięci.

W świecie, który z każdej informacji czyni wartość rynkową bądź jakość polityczną, pojęcia ludobójstwa i zagłady dryfują niebezpiecznie na mętnych wodach populizmu i niewiedzy. Dziś można przeczytać o tzw. zagładzie dokonywanej przez rząd Szarona, o polskich obozach zagłady, ale także o holokauście białych foczek na morzach Północy. Sama pamięć o holokauście wiąże się z dylematem. Jeśli było to wydarzenie wyjątkowe, to czy może się powtórzyć? Jeśli się może powtórzyć, czy wręcz powtarza, to czy było aż tak wyjątkowe?

W Auschwitz nowa instytucja
Edukacja o holokauście miała służyć pokoleniom. Miało się spełnić marzenie o tym, że nigdy więcej nie wydarzą się tragedie tego rozmiaru. Tymczasem Pol Pot czynił swoje, archipelag gułagów czy więzienne szpitale psychiatryczne nie przeszkadzały w organizowaniu olimpiady w Moskwie, a bliżej, w ostatnim dziesięcioleciu - Grozny praktycznie przestał istnieć, Bośnię mało już kto pamięta, Rwanda i Sudan są "pod obserwacją", a Europa w przeciwieństwie do USA nie widzi w Sudanie ludobójstwa. Że nie wspomnę o pomniejszych aktach zmasowanego terroru na mniejszościach etnicznych, religijnych czy narodowych. Ludzie krytykują bezpardonowo tych, którzy za mało zrobili w latach 1933 - 1945, a dziś - żyjąc w wolnych krajach i ciesząc się dostępem do mediów i swobód obywatelskich - w analogicznych sytuacjach nie kiwną nawet palcem.

Wniosek jest jeden: pokolenia nie przyjęły dotychczasowej nauki o holokauście. Stąd oczekiwania wobec projektu utworzenia w Oświęcimiu nowej instytucji - Międzynarodowego Centrum Nauczania o Auschwitz i Holokauście. Zwłaszcza w chwili, gdy odchodzą ostatni naoczni świadkowie zagłady.

Projekt centrum został wpisany do realizowanego obecnie drugiego etapu oświęcimskiego strategicznego programu rządowego. Wiele dyskusji poświęcono w ubiegłych latach formie takiego centrum. Koncepcja wykracza bowiem poza szablony istniejących instytucji, np. ośrodków doskonalenia nauczycieli, samodzielnych jednostek badawczych czy szkół wyższych. W końcu podjęto najrozsądniejszą decyzję: Centrum będzie rozwinięciem dotychczasowego, edukacyjnego pionu Muzeum Auschwitz-Birkenau. Tam znajduje się całe archiwum poobozowe i pozostałości machiny wyniszczenia. Nowe Centrum musi stworzyć międzynarodową siatkę ośrodków edukacji o Auschwitz, znaleźć odpowiedzi na dzisiejsze dylematy nauczania o holokauście i wdrożyć rozwiązania edukacyjne (również nauczanie przez Internet) na poziomie międzynarodowym.

Okrągła rocznica
Bardzo ważnym etapem będzie usytuowanie centrum wobec czterech grup partnerów. Pierwszymi są ośrodki badawcze i nauczania o holokauście, jak jerozolimski instytut Yad Vashem, waszyngtońskie Muzeum Holokaustu, katedry historii najnowszej, ośrodki badawcze i instytucje pamięci narodowej, o warszawskim Żydowskim Instytucie Historycznym nie zapominając. Druga grupa to instytucje edukacyjne, szkoły, licea, uniwersytety. Trzecia - instytucje polityczne, wprawdzie mniej stabilne merytorycznie i opierające swe działanie na zmiennych większościach, ale nieuniknione w działalności międzynarodowej: UNESCO lub instytucje UE. Wreszcie czwarta grupa to bardzo liczne organizacje pozarządowe.

W przyszłości, kiedy zabraknie byłych więźniów, pojawi się pytanie, czy sprawy oświęcimskie poddać autorytetowi delegowanemu - instytucjom demokratycznym, zmiennym większościom, politykom - czy pozostawić je w gestii autorytetu własnego - profesorów i badaczy. To drugie wyjście wydaje mi się bezpieczniejsze, bo odpowiedzialnymi czyni ludzi, którzy postawią sobie szeroko rozumiane sprawy oświęcimskie i edukację o zagładzie jako cel, a nie środek do osiągnięcia innych celów.

Najsensowniej byłoby zaplanować symboliczne rozpoczęcie budowy centrum na początek przyszłego roku. 27 stycznia przypada 60. rocznica wyswobodzenia KL Auschwitz przez Armię Czerwoną. Tak jak tegoroczne obchody rocznic Powstania Warszawskiego i likwidacji łódzkiego getta, będą one prawdopodobnie ostatnią okrągłą rocznicą, w której wezmą udział szersze grupy ocalonych. Czasu jest niewiele, a projekty obchodów nadal w sferze planów i rozmijających się koncepcji. Dziesięć lat temu w wyniku nieumiejętności współpracy między różnymi instytucjami odbyło się kilka konkurencyjnych obchodów 50. rocznicy.

Do stycznia niezbędne będą właściwe decyzje rządowe. Obok funduszy międzynarodowych, europejskich, prywatnych, centrum musi mieć stabilne zakorzenienie w budżecie państwa. Ministerstwo Kultury winno wesprzeć decyzje założycielskie realizowane przez dyrekcję muzeum, MSZ - wspomóc nawiązywanie kontaktów poza Polską, polska dyplomacja w UE - rozważyć ustanowienie europejskiego budżetu dla tejże instytucji, której rozmiary wykraczają poza polskie ramy.

Spuścizna niemieckiego terroru
Polska była po wojnie światowym prekursorem badań o Auschwitz. Potem została zdystansowana, a dystans ten pogłębia się aż do dziś. Trudno jest wyjaśnić, dlaczego oficer wojsk amerykańskich na ogół kończy kurs organizowany przez waszyngtońskie Muzeum Holokaustu, a w Polsce takich praktyk nie ma. W szkołach nauczanie o holokauście jest w stadium niemowlęcym - chwała m.in. Robertowi Szuchcie, że w ogóle rzecz drgnęła. Żaden z polskich uniwersytetów nie posiada katedry poświęconej zagładzie, choć dotyczyła ona 10 proc. polskiej ludności. A katedry te są normą na uniwersytetach amerykańskich czy angielskich. Zresztą edukacja o deportowanych na Wschód, wywiezionych do sowieckich łagrów czy wymordowanych w latach 1944 - 1948 wcale nie wygląda lepiej.

Tematyka ta staje się coraz aktualniejsza. Terroryzm jest niczym innym, jak działaniami ideologicznych fanatyków dysponujących tą samą władzą i tą samą pogardą, która cechowała esesmanów, tyle że z pominięciem struktur państwowych. Wyobraźmy sobie więc centrum prowadzące liczne konferencje, szkolenia, kursy podyplomowe, seminaria dla ludzi z całej Europy. Kwestiami tymi zaczynają się zajmować różne ośrodki na całym świecie.

Polska może odegrać wobec nich główną rolę. Opierając się na tradycji Rzeczypospolitej, na jej bagażu wartości i tożsamości oraz na doświadczeniach dziejowych. Polska powinna pełniej wykorzystać materialne pozostałości nazistowskiego szaleństwa. Najpełniejszym fundamentem edukacji i formacji dla świata pragnącego "nigdy więcej" pozostaną ceglane budynki za bramą z napisem "Arbeit macht frei". Dlatego ta spuścizna niemieckiego terroru ma szansę stać się - właśnie w Polsce, a nie w USA czy Izraelu - zaczynem nowej edukacji. Nie przegapmy.

-----------------------