Powrót do spisu treści

Piotr M. A. Cywiński
CZY POLSKA WCHODZI DO CHRZEŚCIJAŃSKIEJ EUROPY?
Referat wygłoszony na XXI ŚMiędzynarodowym Kongresie Rodziny, Lublin, 23 kwietnia 2004


Jest to pytanie, które nas nurtuje - chyba po trosze wszystkich. Ale ważne jest zdefiniowanie, trochę retrospektywne, o co się tak naprawdę pytamy? Czy jadąc np. do Warszawy, jedziemy do chrześcijańskiego miasta? Czy z arcychrześcijańskim polskim Sejmem wiążemy jakieś nadzieje? W jakim sensie? Co to dzisiaj znaczy?

Czy te same pytania, równie dramatycznie, zadawalibyśmy sobie, gdyby miała to być Unia np. Trójkąta Wyszehradzkiego (a przecież Czechy są niemniej zlaicyzowanym krajem od Francji i na pewno bardziej od Włoch czy Anglii!).

Uwidacznia się zatem pytanie o Europę w sensie szerszym od struktur geograficzno-politycznych. Tu chodzi o Europę kultury, o Europę doświadczeń, o Europę nadziei, o Europę edukacji i wychowania. Nie jest to zatem pytanie o to, czy aby instytucje europejskie są chrześcijańskie. Jest to pytanie o naszą tożsamość - o to, czy przyszłość naszego kontynentu nie okaże się nieznośnie sprzeczna z tym, co stanowi dla nas obszar komfortu moralnego, psychicznego, kulturowego, ale również co daje nam poczucie przyzwoitości i praworządności w życiu codziennym. Nie mówiąc już nawet o wznioślejszych wartościach.

Pytanie o chrześcijańską Europę jest tak naprawdę pytaniem o naszą przyszłość. Jest to pytanie o nas samych, o naszą siłę, o siłę naszych przekonań. Jest to niewątpliwie pytanie słabego. Mocny nie boi się, że ktoś z nim coś złego zrobi.

Dziś mamy święto św. Wojciecha - trudno nie nawiązać do ostatnich dwóch Zjazdów Gnieźnieńskich, poświęconych właśnie poszukiwaniu tożsamości europejskiej. Pierwszy Zjazd Dotyczył naszej wspólnej odpowiedzialności za Europę. Drugi wykazał, że Europa nie jest duchową pustynią, że tętni w niej nadal chrześcijaństwo i że wielką nadzieją jutra są olbrzymie ruchy i wspólnoty świeckie. Dalsza refleksja gnieźnieńska powinna nas ukierunkować pełniej na dialog i umiejętność zrozumienia odmiennych poglądów.

Polska dziś potrzebuje wsłuchać się w doświadczenia laicyzacji. U nas są przeczuwane już dziś wielkie zmiany w Kościele i z dumy, że nie ma to wpływu na statystyki wiele nie wyniesiemy. Zmiana struktury społecznej w seminariach, coraz słabsze powiązanie ludzi z parafiami, zwłaszcza odczuwalne w dużych miastach, zanik obecności młodzieży w kościołach na wsi (powiązany z resztą z wyjątkowo marną ofertą duszpasterską dla tego środowiska). Są to bardzo wyraźne pierwsze znaki, które trzeba przeanalizować, tym bardziej, że nie mamy w Polsce mocnych pozaliturgicznych ostoi chrześcijaństwa w postaci chadecji, chrześcijańskich związków zawodowych czy wielkich chrześcijańskich i świeckich dzieł społecznych.

Czasem odnoszę wrażenie, że oczekujemy nie chrześcijańskiej Europy, a Europy łatwego chrześcijaństwa. To wielka złuda. W porównaniu do wielu kontynentów mamy dosyć dogodną sytuację. Cała Europa jest osadzona bardzo mocno na korzeniach chrześcijańskich. Natomiast to nie wszystko. To tylko część prawdy. Pojęcie "korzenie" odwołuje się do zamierzchłej przeszłości. Europa nadal w swoim obliczu niesie bardzo wiele elementów wynikających z chrześcijańskiej koncepcji człowieka i społeczeństwa. Dam jeden wymowny przykład. Porównanie na przykład związków zawodowych w Europie - ich roli względem jednostki, ich stosunku do dobra i do rozwoju firmy, ich sposób odnoszenia się do patronatu, ich operowanie dobrem ogółu - do związków zawodowych na przykład na Tajwanie czy w Korei ukazuje bardzo wyraźnie wpływ personalizmu chrześcijańskiego na świat europejskich związków zawodowych, czyli organizmów niekoniecznie mających wiele z Kościołem do czynienia. To tylko przykład. Ale nie na tym koniec, spójrzmy na szkoły i uniwersytety chrześcijańskie, zobaczmy jak wielki jest aparat pracy charytatywnej i społecznej, wyznajmy wartości wokół których są budowane nasze społeczeństwa: sprawiedliwość, solidarność, pomocniczość, pojęcie godności człowieka i jego prawo do życia. Nie patrzmy na nasz kontynent przez pryzmat li to symboli li to pozorów. Wejrzyjmy w głębie - wówczas widać jak wiele z chrześcijaństwa jest na przykład w koncepcji wolności, równości i braterstwa. Łatwiej to uzmysłowić gdy wyobrazimy sobie jak wygląda pojęcie wolności wśród ludów afrykańskich, jak wygląda braterstwo w kastowej cywilizacji indyjskiej, lub jak pojmowana jest równość w Chinach.

Chrześcijaństwo jest nie tylko dla Europy tym, czym korzenie dla drzewa. Także i dziś Europa - jej prawo, kultura, myśl społeczna - nie jest zrozumiała bez kontekstu chrześcijańskiego. Chrześcijaństwo jest pryzmatem, który pozwala rozszyfrować złożoność kultury europejskiej. Więcej: chrześcijaństwo stanowi nadal bardzo istotne spoiwo kontynentu. Chrześcijaństwo nadal niewątpliwie jest źródłem olbrzymiej nadziei, tej samej nadziei która obudziła ten zwaśniony kontynent po II wojnie światowej. Wszak ideą Europy Zjednoczonej był i jest pokój oraz bezpieczeństwo. Może trzeba było XX wieku, by ludzie zrozumieli. Po jednym z najciemniejszych wieków naszej historii, po konfliktach i faszyzmach, po nazistowskiej eksterminacji oraz po pladze komunizmu - nasz kontynent może wreszcie ujrzeć wspólną przyszłość, w demokratycznej perspektywie wolności, równości, państwa prawa i poszanowania praw człowieka. XX wiek zrodził również wielkie nadzieje. Był to czas zakorzenienia demokracji, nieporównywalnego rozwoju ekonomicznego, pierwszych dorobków ekumenizmu, wypracowania myśli Ojców Założycieli wspólnej Europy oraz odnowy duszpasterskiej i religijnej rozpoczętej przez II Sobór Watykański. I wobec tego wszystkiego powstał tu projekt niosący pokój, który dziś jest imitowany na innych kontynentach.

W jakiej mierze jest to projekt chrześcijański? Wiemy kim byli Ojcowie Założyciele. Ale dziś? Otóż projekt ten nie jest sam w sobie chrześcijański w tym sensie, iż idea pokoju wykracza poza samo chrześcijaństwo. Z pragnieniem pokoju i bezpieczeństwa zgodzą się wszyscy ludzie dobrej woli. A wierzymy, że takich jest większość. Dlatego o Europie musimy nauczyć się rozmawiać ze wszystkimi. Zrozumieć ich lęki, pojąć ich nadzieje, zgłębić podstawy ich wiary. Być otwartym i słuchającym. Ażeby stać się wiarygodnym ich sojusznikiem. Nikt nie zbuduje Europy pokątnie. To mu się nie uda. To będzie stratą czasu.

W ostatnim półwieczu na tym europejskim terenie powstało więcej wielkich ruchów i organizacji chrześcijańskich niż przez całe wieki. Chemin Neuf, Neokatechumenat, Fokolarini, Communione e Liberazione, Odnowa w Duchu Świętym, Taize, Wspólnota świętego Idziego - można by wymieniać długo. Czyż nie jest przedziwnym, że te wspólnoty powstawały w krajach laicyzujących się i rozwijały w czasie opustoszających świątyń? Tu czujemy prawdziwą wiosnę Kościoła. Fenomen ten przekracza sam katolicyzm. Fenomen ten jest urzeczywistnieniem wizji soli ziemi - Kościoła ilościowo mniejszego, ale o niebo bardziej świadomego. Bardziej odpowiedzialnego, bardziej też apostolskiego. NA tych nowych obszarach rodzi się pomału to, co nazywam "chrześcijańskim społeczeństwem obywatelskim".

Ten Kościół, aby jednak przemówił do serca Europy, aby był obecny i widoczny w życiu Europy, aby był czytelny w dziele ewangelizacji, ale ewangelizacji nowej, innej, lepszej, doskonalszej, pełniejszej, musi w zasadzie dokonać jedynie jednego. Ten Kościół musi być jeden. Jakże często myślimy o jedności chrześcijan w kategoriach marzeń, chęci, dalekich wizji, programu politycznego, porozumienia hierarchów, podpisywania dokumentów. Jedność nie musi oznaczać jednorodności. Ujednolicenia. To jest bardzo ważna zasada, której nie potrafi dziś zrozumieć Republika Francuska. Ubolewam nad tym, gdyż żyłem we Francji kilka lat, wiele wyniosłem z tego kraju i nie rozumiem dzisiejszych francuskich posunięć. Jedność nie musi oznaczać jednorodności. "Bycie Jednym" to nie to samo co "Bycie Takim Samym". Jeśli Europa ma mieć dziś wymiar duchowy, to Jedność Chrześcijan jest niezbędnie pożądana. Gdyż Europy Ducha żaden wysoki komisarz za nas nie utworzy. Europy Ducha nie utworzy żadne wzajemne uznanie sakramentów. Europy Ducha nie utworzy - skądinąd potrzebne - spotkanie Patriarchów Moskwy i Rzymu. Europę Ducha mogą stworzyć wspólnoty ludzi wiary, którzy we wzajemnym poszanowaniu różnic tradycyjnych, kulturowych, teologicznych i wyznaniowych, będą chcieli i potrafili razem modlić się, dawać świadectwo i czynić dobro w jednym Duchu. Trochę jak w rodzinie. Europa Ducha zależy od nas - od nas wszystkich.

Europa stoi dziś na wielkim skrzyżowaniu. Dobrze więc, że nie wchodzimy w jej struktury za 20 lat - wówczas już nasz wpływ byłby żaden. Coraz mocniej objawia się dziś dialog pomiędzy dwiema wizjami Europy. Szerzy się wizja promująca świat, w którym homo religiosus będzie sobą wyłącznie w czasie prywatnym, niewidocznym, nie-kolidującym z porządkiem publicznym. Wizja ta postuluje oddzielenie tego, co z wiary od tego, co z obywatelstwa - i zajęcie się tym drugim wyłącznie.

Wizja ta - trzeba przyznać - może być traktowana jako logiczny wniosek, nasuwający się niektórym społecznościom Europy - po doświadczeniu wielkich wojen religijnych i rewolucji, po doświadczeniu potęgi i władczości Kościołów, po doświadczeniu wreszcie nietolerancji religijnej, w tym skutków antysemityzmu XX wieku. U ludzi, których pamięć jest nadal zraniona tymi wydarzeniami, u ludzi cierpiących na alergię względem działań społecznych i obywatelskich motywowanych wiarą - taka zlaicyzowana wizja może być równoznaczna z wzrostem bezpieczeństwa. A pokój i bezpieczeństwo miały i mają stanowić nadrzędny cel integracji Europy.

Społeczeństwa te są gotowe poświęcić integralność swoich własnych doświadczeń, są gotowe zaryzykować poddanie moralności osądowi, są nawet gotowe poddać człowieka człowiekowi, byle to opierało się na przesłankach obywatelskich, wyzutych z podłoża przekonań religijnych i transcendencji.

Tylko, że wówczas dochodzi do paradoksów. Musi do nich dojść. Gdyż człowiek - co zauważyli już pod wpływem totalitaryzmów pierwszej części XX wieku choćby Arthur Koestler czy George Orwell - nie jest wyłącznie obywatelem - jest osobą, w najszerszym, integralnym znaczeniu tego słowa. Te więc paradoksy dziś właśnie ujawniają się w sposób zaskakujący. Mamy głosy wybitnych intelektualistów francuskich uważających, że uczniowie powinni "zostawiać przy wejściu do szkoły swoją tożsamość". Mamy minister rządu szwedzkiego, która grozi zabraniem kościołom praw do udzielania ślubów, jeśli te nie będą udzielane parom homoseksualnym. Mamy apele o ukrywanie krzyży wspierane przez tych samych ludzi, którzy ubolewali nad wysadzeniem starych posągów buddyjskich przez afgańskich talibów. Mamy wreszcie lęk przed wpisaniem słowa chrześcijaństwo do preambuły konstytucji europejskiej - lęk tak silny, że jego ofiary są gotowe ryzykować odrzucenie samej konstytucji!

Rozbicie i skrajne programowe rozdzielenie doświadczenia transcendencji i współżycia obywatelskiego musi prowadzić do absurdów, gdyż stanowi sztucznie wydumany model - nie odpowiadający ludzkiej rzeczywistości. Może to powodować głębsze lub płytsze kryzysy. Dziś się one zaczynają ujawniać, tym pilniejsza jest kwestia nawiązania dialogu pomiędzy różnymi koncepcjami. Tym pilniejsza jest dziś twórcza promocja pokojowych i holistycznych rozwiązań, w których będzie miejsce i dla ateisty i dla wierzących i dla ludzi, którzy tych pytań nawet sobie tak naprawdę nie zadają.

Polskie doświadczenie może tu odegrać kluczową rolę i w Lublinie nie muszę chyba się rozwodzić nad uzasadnieniem tego poglądu. Dość wspomnieć polskie ustawodawstwo i praktyki, które - choć nie zawsze to się udawało - szukały wyjścia współżycia i wzajemnego szacunku pomiędzy różnymi kulturami i religiami Rzeczpospolitej. Zasady Unii Lubelskiej - i leżąca u ich podstaw składanka dynastyczna (na pewno bardziej ryzykowna dla Królestwa niż dzisiejsza wspólna gestia suwerenności unijnej)... Prawne koncepcje wolności i współżycia religii Pawła Włodkowica... Konfederacja Warszawska... nadanie tytułów szlacheckich muzułmańskim wszak Tatarom... Wiele innych kierunków i dążeń dla zapewnienia wzajemnego szacunku i zasad współżycia ustanowiły nasz model współistnienia społeczeństwa obywatelskiego i wspólnot religijnych. Takiego współistnienia, w którym nie musi dokonywać się sztuczny wybór między tymi dwoma porządkami, jak i nie musi się istnieć nieuchronna sprzeczność między wieloma poglądami religijnymi. Jestem przekonany, że ten wkład Polski w przyszłość Europy może stać się najważniejszy z wszystkich innych.

Dziś Europa potrzebuje dokonać rewizji swych fundamentów. Europa nie może być rozumiana jako celowość. Jest narzędziem pokoju i bezpieczeństwa. Tok historii umiejscowił nas w centrum prądów globalizacyjnych. Dziś musimy rozpowszechniać globalizację odpowiedzialności. Zaangażowanie wobec ubóstwa i wykluczenia zachowa wartość kryterium osądu Zjednoczonej Europy i Europejczyków. Europa musi odnaleźć drogę swej obecności w świecie - obecności opartej na tych samych wartościach, które ożywiają ją wewnętrznie. To te wartości - a nie dominacja bądź konkurencja - przybliżą ją do jej prawdziwych celów, którymi są pokój i dobrobyt społeczeństw. Pokój jest dziś pojęciem bardzo zagrożonym Były czasy, gdy wojowano dla osiągnięcia pokoju. Te czasy minęły. Dziś nie da się zażegnać konfliktu metodą wojenną. Gdyż dziś każdy z nas jest potencjalnie w stanie wysadzić pół miasta. Wystarczy kupić odpowiednią walizkę. Czasy się zmieniły. Człowiek, jako jednostka posiadł możliwości, które jeszcze pięćdziesiąt lat temu były zarezerwowane dla kilku najsilniejszych i najbogatszych państw. Dziś nie da się zażegnać konfliktu metodą wojenną. Dziś konflikty można zażegnywać wyłącznie pokojem. Wobec tego musimy na nowo wskazywać źródła nadziei. Są one osadzone w każdym człowieku. Niezależnie od wyznawanego Imienia Najwyższego. To my musimy na nowo nauczyć się rozmawiać a nie nauczać, pomagać a nie uzależniać, szanować a nie odpychać. Musimy nauczyć się wdrażać personalistyczną wizję człowieka i społeczeństwa w sferę stosunków ogólnoludzkich. To jest droga europejska: droga pokoju i bezpieczeństwa. To jest wizja Europy, której korzenie chrześcijańskie będą nadal rodziły żywicę, która pozwoli owocom Europy i chrześcijaństwa dojrzewać w obliczu światła, którego mrok nie ogarnie.