Powrót do spisu treści

Piotr M. A. Cywiński
ŚMIERĆ ŚW. WOJCIECHA W ŚWIETLE HISTORII ŻUŁAW WCZESNOŚREDNIOWIECZNYCH
Wersja z pełnym aparatem przypisowym w: R. Knapiński (red.), Dziedzictwo kultu św. Wojciecha. Ogólnopolska sesja z okazji jubileuszu 1000-lecia męczeństwa św. Wojciecha. KUL - 22 IX 1997, Lublin 1988.


Dziesiąte stulecie ziem polskich jest na ogół zbyt ubogie w źródła, bypozwolić na konkretne badania o wymiarze regionalnym. Zadziwiającywyjątek stanowi mikroregion Żuław Wiślanych. Jest to część Polski,której zmiany geomorfologiczne były bez wątpienia najsilniejsze, podwpływem nieustannego rozwoju Wisłoujścia. Ciężko jest dzisiaj ogarnąćwyobraźnią wygląd tych ziem sprzed tysiąca lat. Paradoksalnie jednakjest to strefa opisana wyjątkowo dobrymi źródłami z końca IX i końca Xwieku. Tym samym Żuławy stają się chyba najlepiej opisaną częściąpolskich ziem w tak wczesnych wiekach.

Nie znajdę tu miejsca na szczegółowe omówienie źródeł, historia badańjuż się tym od dawna zajęła, poniżej podaję najważniejsze pozycje.Przedstawię przede wszystkim wybrane aspekty źródłowe najbardziejpożyteczne dla omawianego zagadnienia. Pierwsze źródło nazwane zostałoRelacją Wulfstana. Jest to opis podróży morskiej z Hedeby do Truso,zawierający wiele cennych wzmianek dotyczących społeczeństwa Prusów iich obyczajów społeczno-religijnych. Lokalizacja pruskiej osady portowej
Truso, długo polemiczna, w świetle odkryć archeologicznych z JanowaPomorskiego, nie może już dzisiaj być odpowiedzialnie kwestionowana, Coistotne dla uwierzytelnienia opisu - Relacja została spisana w latach880-890 przez samego podróżnika Wulfstana (lub pod jego dyktando), jakoczęść chorografii króla Alfreda Wielkiego i żadna z informacji Wulfstana
nie została do dzisiaj poważnie przebadana [w oryginale "skonfundowana",ale redakcja KUL mi zmieniła na "przebadana", obiecała erratę i jej niedodała - PC] przez któregokolwiek z licznych badaczy zajmujących się tąkwestią. Jest to dobrej jakości źródło nie tylko ku lokalizacji Truso(pod którym to względem prawie wyłącznie poddawano je studiom), ale i kupoznaniu społeczności pruskiej.

Drugim źródłem, z przełomu X i XI wieku, nazywam w zasadzie zbiórźródeł, stanowiący opisy ostatnich chwil życia i okoliczności śmiercibiskupa Wojciecha. Łączę je dość swobodnie, mając na uwadze stosunkowowyraźną spójność, jaką one wykazują odnośnie do społeczeństwa pruskiegoi atmosfery, w jakiej przebiegała misja chrystianizacyjna. Autorzy dwóchpierwszych żywotów św. Wojciecha, jeśli nie byli naocznymi świadkamiwydarzeń, to czerpali swe informacje z pierwszej ręki. Bibliografiadotycząca tych wydarzeń jest bogata, tysiąclecie męczeństwa z pewnościąznacznie ją wzbogaci. Wbrew dawniejszej historiografii nie wydaje siędziś - tysiąc lat po faktach - celowym podważanie lokalizacji śmiercibiskupa Wojciecha także w okolicy jez. Drużno. Koncepcja sambijska,broniona ostatnio przez J. Powierskiego, opierała się naniewystarczających przesłankach, a do precyzyjnych i przekonywającychargumentów S. Mielczarskiego, opowiadającego się za terenem Żuław, możnadodać co najmniej dwa inne argumenty zamykające właściwie dyskusję. Takwięc dysponujemy dwoma opisami tej samej ziemi, dokonanymi przeznaocznych świadków, goszczących tam chwilowo, zawierającymi wiarygodneinformacje i liczne wskazówki dotyczące konkretnego społeczeństwapruskiego. Pierwszy opis to rzetelny i zaskakujący swą precyzją raport,drugie źródła mają wprawdzie charakter hagiograficzny, lecz pod powłokązwykłej hagiograficznej topiki kryją się równie ciekawe informacje. Obaopisy dzieli jedno stulecie (890-999/1004), w którym zmieniły się siłypolityczno-militarne Słowiańszczyzny zachodniej, w którymchrześcijaństwo rozprzestrzeniło się ku wschodowi i północy, i w którymswe apogeum osiągnął handel wikiński na Bałtyku. Aby lepiej zrozumiećokoliczności śmierci św. Wojciecha, można porównać niektóre kwestieujawnione źródłowo w obydwu przekazach. Pozwoli to - jak zobaczymy niżej- wysunąć hipotezy dotyczące ewolucji mentalności społeczeństwapruskiego z regionu jeziora Drużno -ewolucji, której efekty mogływywrzeć zasadniczy wpływ na przebieg misji św. Wojciecha. Zanim jednak przyjrzymy się źródłom, celem wydobycia świadectw ospołeczeństwie mikroregionu drużniańskiego, rozważmy ewolucjęhistoryczną, faktograficzną całego makroregionu zainteresowanego dolnąWisłą - od ziemi kujawskiej, po szlaki handlowe Bałtyku. Oczywiście,taka rekonstrukcja historii, jaką tu zaproponuję, będzie miała charakterbardzo hipotetyczny, lecz - jak zobaczymy - wiele danych może skłaniaćdo zaakceptowania takiego rozwoju wydarzeń. Źródła pisane, do którychpowrócimy, również.

Spróbujmy rozważyć ewolucję historyczną, przyrównując wpierw sytuację zkońca IX i z końca X wieku. Wiemy, że pod koniec IX wieku Wulfstanprzebywał w porcie o nazwie Truso. Był to spory port, który musiałzupełnie naturalnie stanowić najważniejszą osadę całej pruskiej,pomezańsko-pogezańskiej okolicy. W takim ośrodku musiała wyłonić sięjakaś siła centralizująca, jeśli nie jednoznacznie polityczna lubreligijna, to przynajmniej ekonomiczna. Płynąc zatem z późniejszego oponad wiek Gdańska ku Prusom naddrużniańskim, naturalnym byłobyzatrzymanie się w porcie tejże osady. A jednak żaden życiorys Wojciechao niej nie wspomina. Truso wydaje się nie istnieć na przełomie X i XIwieku.

Kilka istotnych zmian dokonało się w X wieku w regionie Żuław.Archeologia stwierdziła upadek wielu obronych grodów słowiańskich,powstały nowe szlaki handlowe i nowe ośrodki biorące udział w wymianiedalekosiężnej. Piastowie opanowali Wisłoujście i założyli ufortyfikowanąosadę Gdańsk. Truso upadło. Można zatem zastanowić się, czy niezaistniała korelacja pomiędzy tymi - przełomowymi jak dla stuletnichdziejów jednego niewielkiego regionu - zmianami.

Wulfstan płynie do Truso w latach 880-890. Mniej więcej w tym czasie napołudniu powstaje nowa dynastia książęca, która swymi podbojami zpoczątkiem X wieku ogarnia już terytoria Polan, Goplan i zapewne częśćMazowsza. Wraz z osiągnięciem Wisły, powstająca lokalna potęga władczazaczyna, być może, zdawać sobie sprawę z potencjału ekonomicznegoWisłoujścia jako okienka na dalekosiężny handel wikiński, na szlakiłączące Zachód z Bizancjum. Ważną jest uwaga, iż rozmieszczenia skarbówmonet srebrnych i innych pozostałości po handlu dalekosiężnym wskazują,że Wisła w przeciwieństwie do wielu innych dużych rzek, nie była napoczątku X wieku szlakiem handlowym łączącym ziemie słowiańskie zmorzem. Praktycznie całość handlu, który opierał się o Truso, wzbogacałatereny etnicznie pruskie. Nic nie przenikało w kierunku Kujaw czyMazowsza. Nawet Pomorze Gdańskie przed powstaniem Gdańska nie czerpałokorzyści z bliskości Truso i Wisłoujścia. Wydaje się, że Truso nie tylkonie pobudzało handlu rzecznego na Wiśle, lecz wręcz chroniło pruskimonopol w tym regionie.

Polityka rozszerzania granic państwowości piastowskiej doprowadziła dobudowy dużego państwa, którego granice znamy z końca X wieku, zdokumentu Dagome iudex. Zastanawiano się niejednokroć, jak mógł wyglądaćprzebieg rozszerzania owego terytorium. Niewątpliwie wielką zmianę dlapołożenia geostrategicznego Polan stanowiło opanowanie Kujaw. Tym samymzwróciło to w sposób naturalny ich uwagę ku Wiśle. Otóż wbrew spotykanymczasami opiniom (polegającym wyłącznie na ustalonej na około 980 r.założenia osady gdańskiej), należy podkreślić, iż - tak jak to wywodziG. Labuda - Ziemia Gdańska wcześniej od Pomorza Zachodniego znalazła sięw obrębie państwa Polan. Jak zauważa ten znakomity historyk, "próbawłączenia Małopolski i Śląska oznaczała konflikt z Czechami, zapewnetakże z Rusią. W tych warunkach zwrócenie ekspansji w kierunku północnymna Prusy i Pomorze było dla Piastów zadaniem łatwiejszym ". Opanowaniewpierw Wisłoujścia stanowiło naturalne uwieńczenie zdobyczy kujawskich imazowieckich. Na taki tok historii wskazuje również J. Powierski,polegając na analizie rozmieszczenia skarbów srebrnych, podkreślającbliższość pokrewieństwa etnicznego Pomorza Gdańskiego z państwem Polan,jak i doszukując się pewnych priorytetów w identycznej kolejnościpodbojów dokonanych później przez Bolesława Krzywoustego.

Warto dodać, iż taka polityka rozszerzania granic, która pozwoliłaby naotwarcie szlaku Wisły ku Bałtykowi leżała również w interesie ludukujawskiego. Nic zwracano dotychczas uwagi. iż otwarcie na handelbałtycki mogło zdecydować o trwałości zjednoczenia ziemi kujawskiej zpaństwem Polan. Teza taka nie stanowi jedynie luźnego przypuszczenia,wysuniętego na podstawie analizy logicznej. Po części można dowieśćolbrzymiego interesu, jaki mieli Kujawianie w dostępie do Bałtyku. Jednym z głównych towarów przepływających przez Bałtyk do Skandynawówbyła sól. Jako podstawa przechowywania żywności, była ona wówczas bardzocennym towarem, zwłaszcza dla tych, którzy jej nie posiadali na swychterytoriach. Otóż głównym importerem soli na obszarze Bałtyku byłabogata i skora do handlu Szwecja. We wczesnym średniowieczu, w sporejmierze, zadowalała ją znaczna produkcja solna Kołobrzegu, który - tymsamym - zaistniał jako całkiem pokaźny ośrodek handlowy, pomimo swego,odległego od głównych szlaków, usytuowania. Otóż innym rejonem napołudnie od Bałtyku, skąd potencjalnie mogli Szwedzi importować większeilości soli, były Kujawy. Tymczasem - co nader ciekawie - dopiero wdrugiej połowie X wieku, jak na to wskazują pozostałości archeologicznepo wymianie ze Skandynawią, źródła solne z okolic Kruszwicy zaczęłykonkurować z Kołobrzegiem.

Kujawscy Goplanie, etnicznie bliscy Słowianom Pomorza Nadwiślańskiego, oile zdawali sobie sprawę z możliwości eksportu soli i innych produktówna północ, w sposób zupełnie naturalny musieli dążyć zdecydowanie doopanowania dolnego odcinka Wisły i do zapewnienia sobie bezpiecznegoszlaku komunikacyjnego, aż na sam Bałtyk.

Ciężko jest dziś odtworzyć poszczególne etapy opanowania Wisłoujścia,rozciągające się na przestrzeni kilku dziesięcioleci, zapoczątkowanezapewne jeszcze pod koniec pierwszej połowy X wieku, doprowadzając dopowstania Gdańska w latach 970-980. Jedyną wyczuwalną cezurą jest połowaX wieku, wokół której mają miejsce tragiczne wydarzenia wstrząsającecałym wybrzeżem gdańskim i regionem Truso. Pierwszym istotnym elementemjest zniknięcie z Pomorza Gdańskiego, mniej więcej w połowie X wiekujeśli wierzyć aktualnym datacjom), wielu obronnych grodów słowiańskich,które -jak na to wskazują pozostałości archeologiczne - zostałyzniszczone przez pożary18. Odrzucić należy sąsiedzkie waśnie jakoprzyczynę tych pożarów, biorąc pod uwagę skalę zjawiska. Odrzucić raczejteż należy wszelką ingerencję wikingów, którzy napadali na bogate iłatwo dostępne klasztory Zachodu, a nie na sieć grodów obronnych. Piracibałtyccy zaczęli zresztą poważnie napadać na porty i osady dopiero w XIwieku. Wcześniejsze napady wydają się rzadkością. Jak słusznie zauważaW. Kowalenko "ani w źródłach, ani w ustnej tradycji Słowian nadmorskichw żadnej formie nie za - chowały się przekazy o jakiejkolwiekkatastrofie ich osiedli nadmorskich w IX lub X wieku". Zatem wydarzeniate nabierają coraz bardziej cech wyjątkowych.

Siłą rzeczy, takie poskromienie społeczeństw lokalnych powinno sięzbiegać z jakimiś sporymi zmianami w rzeczywistości życia codziennegotych ziem. I faktycznie zmiany takie są zauważalne począwszy od połowy Xwieku. Handel morski nagle kieruje się bardziej na ziemie słowiańskie,aniżeli sąsiednie - pruskie. Dopiero wówczas na okoliczne ziemiesłowiańskie napływają srebrne monety i wyroby skandynawskiego rzemiosła.Szlaki lądowe wznawiają swą aktywność lewym brzegiem Wisły i tym samymodżywa handel w głąb ziem słowiańskich, w głąb państwa Piastów.Kruszwica zaczyna eksportować sól, o czym świadczą docierające tamtowary skandynawskie i monety. Ilość znalezisk monet zwiększa się wWielkopolsce w sposób imponująco. A zatem należy chyba niebezpodstawniepołączyć tragiczny upadek grodów Pomorza Nadwiślańskiego z podbojem tychziem przez oddziały piastowskie.

Nie tylko jednak wschodnia część szeroko rozumianego Wisłoujścia doznajezniszczeń z powodu tego najazdu (może serii najazdów?). Począwszy odkońca pierwszej połowy X wieku, przestaje napływać srebro na ziemiepruskie. Nagle ubożeje okolica Truso, towary zagraniczne przestajądocierać, wszystko wskazuje na załamanie się handlu. To wydarzenierównież wpisuje się w ową zasadniczą cezurę połowy X wieku. Przesunięciesię handlu z wschodnich, pruskich brzegów Wisłoujścia na słowiańskie,zachodnie, każe powiązać te wydarzenia. Zasadniczym elementem w tokustawiania takiej hipotezy jest stwierdzenie, iż - gdzieś pod koniecpierwszej połowy X wieku -Truso również zginęło w płomieniach.Archeologia odkryła niewątpliwe ślady spalenizny na terenie całegostanowiska w Janowie Pomorskim. Należy to wiązać z licznymi odkrytymitam odłamkami grotów strzał. Spalenie osady musiało towarzyszyć sporymstratom w ludności rzemieślniczej i wojskowej, skoro - pomimo iż leżałoto w interesie całego pruskiego regionu - osada nie została odbudowana.Co więcej, takie wydarzenie mogło wywrzeć duże wrażenie na miejscowejludności, która uchowała się przed - najazdem. Efektem zmiany układu siłobecnych na Żuławach mogła być silna niechęć Prusów do Słowian. Niechęćtaka mogła doprowadzić do wydalenia i zabicia św. Wojciecha.

Zginęło Truso, zniszczone zostały nadwiślańskie grody Słowian. Cóżpowstało na tych zgliszczach? Otóż, począwszy od pierwszych lat drugiejpołowy X wieku, Piastowie (zapewne już Mieszko), zaczęli stawiać nazachodnim ujściu Wisły duży kompleks osadniczo-militarny - przyszłyGdańsk. Osada gdańska, konstrukcji niewątpliwie piastowskiej, posiadałabardzo wysokie walory obronne, co w świetle przedstawionych wydarzeń,odnoszących się do jej powstania, wydaje się w pełni zrozumiałe. Odpoczątku (mowa o latach 980, po ukończeniu owej konstrukcji) grodziskoto było typu dwuczłonowego, na południu zawierało siedzibę lokalnejwładzy, po stronie północnej natomiast handlowe osiedlerybacko-rzemieślnicze. Gród bez wątpienia kontrolował zarównoWisłoujście, jak i szlak biegnący wzdłuż wybrzeży Bałtyku i lewą stronąWisły.

Badania archeologiczne wskazują, że nie tylko na sile militarnejPiastowie oparli opanowanie Pomorza Nadwiślańskiego i założenie Gdańska.Na wyspie grodowej odnaleziono pozostałości po osadnictwie słowiańskim zIX wieku, a naprzeciw wyspy, na brzegach Motławy, istniało osadnictwolokalne już w drugiej połowie IX wieku i przetrwało, wraz zufortyfikowaniem, najazd piastowski. Z dużym prawdopodobieństwem możnazatem stwierdzić, iż wskazuje to na oparcie strategii najazdu naprzymierzu z wybraną wspólnotą miejscową i - zapewne drogą jakiegośmałżeństwa - wyniesienie przedstawiciela miejscowego możnowładztwa dorangi lokalnego księcia - poddanego Piastom. W ten sposób możnazrozumieć pozostawienie obwarowanej osady blisko założonego grodupaństwowego, jak i niewykluczoną, trochę wcześniejszą konstrukcjęsiedziby książęcej na terenie gdańskiego grodu. Całość tego długiego,bez mała stuletniego, dążenia do opanowania Pomorza Gdańskiego miaławyraźne podłoże ekonomiczne. Eksport soli kruszwickiej i wymianahandlowa z bogatą Skandynawią stanowiły nadrzędny cel politykipierwszych Piastów względem rejonu dolnej Wisły. O randze, jaką nadanotemu celowi, świadczy ślub córki Mieszka I, Sygrydy Świętosławy, zErykiem Zwycięskim, królem szwedzkim, zawarty wedle wszelkiegoprawdopodobieństwa w latach 980-984, a więc praktycznie natychmiast pozałożeniu głównego grodu gdańskiego, opoki nowej stabilnej sytuacji naWisłoujściu.

Wydarzenia, które miały miejsce na tym terenie w ciągu X wieku, tłumacząnajpełniej mściwość pruską, jak i nienawiść względem wszystkiego, copochodzi od Polan. Powstaje zatem obraz całokształtu stosunków międzyPolanami i Gdańskiem z jednej strony, a Prusami z drugiej. Jeślibyprzyjąć, iż stosunki na tym odcinku granicy etnicznej nigdy nie układałysię dobrze (widzieliśmy to wyżej na podstawie embarga handlowegowidocznego w śladach archeologicznych), to dawniej, aż do polowy Xwieku, Prusowie naddrużniańscy górowali nad Słowianami PomorzaNadwiślańskiego. Byli lepiej zorganizowani wokół potężnego emporiumhandlowego, mieli lepszy dostęp do broni zachodnioeuropejskiej, bylibogatsi. Korzystając z rozdrobnienia politycznego tychże Słowian,pozwalali sobie niewątpliwie traktować ich jako potencjalnychniewolników i rzadsze lub częstsze napady z pewnością dostarczały imtego "żywego towaru". Z kolei w drugiej połowie X wieku, po wmieszaniusię w ten stabilny już układ państwa Polan, sytuacja gruntownie sięodmieniła. Nękani dotychczas Słowianie, przy wsparciu potężnej jak na tetereny monarchii, poczuli się nagle silniejsi. Tym bardziej iż Trusopozostało już tylko w pamięci, a handel oparł się na nowo powstałymGdańsku. Łatwo zrozumieć nienawiść pruską i ich poczucie zagrożenia. Jeśli pominąć opisy czystych faktów i - tak szczegółowo badanych dlaustaleń lokalizacyjnych - przemieszczeń geograficznych Wulfstana iWojciecha, obydwa pobyty na tym samym terytorium pruskim, na brzegachjeziora Drużno, pozostawiły niemało informacji dotyczących sferyobyczajów, mentalności społecznej, a zwłaszcza odnoszenia się doobcokrajowców. Spore różnice jednak istnieją pomiędzy opisem Wulfstana atekstami hagiograficznymi. Społeczeństwo w opisie Wulfstana sprawiawrażenie spokojnego i zintegrowanego. Jedyną wzmianką zakłócającą ówspokój jest informacja, wedle której "jest tam między nimi dużo wojen(mycel ge- winn). W świetle jednak etapu rozwoju społeczeństwa pruskiego(nie znającego jeszcze scentralizowanej władzy książęcej), wziąwszy poduwagę całą resztę opisu Wulfstana, nie należy chyba traktować słowa"wojny" zbyt dosłownie. Opowiedziałbym się raczej za jakąś formą waśnisąsiedzkich, najazdów zagrodowych lub - co najwyżej - potyczekprzygranicznych z niedaleko osiadłymi Słowianami. Ogólny obraz życiaspołeczności pruskiej jest bowiem w opisie Wulfstana pokojowy: "ZiemiaEstów jest bardzo duża i jest tam dużo miast, a w każdym mieście jestkról. A jest tam bardzo dużo miodu i rybitwy i król i najmożniejsiludzie piją kobyle mleko, a ubodzy i niewolni piją miód". Miasta (burh)i królowie (cynigc) są to z całą pewnością osady wielkorodzinne (lauksy)i głowy rodów. Oczywiście, region jeziora Drużno stanowił najbogatszączęść ziem Pruskich. W tych stronach znajdował się port Truso, który -wciągając okoliczne ziemie w sieć handlu bałtyckiego - zezwalał zarównona rozwój myślistwa, bartnictwa, rzemiosła i rolnictwa, jak i podnosiłogólną stopę cywilizacyjną, poprzez wdrażanie nowych technik idostarczanie produktów z odległych nawet krajów. Nie dziwi zatem ogólnydobrobyt bijący z Wulfstanowego opisu obrządku pogrzebowego, w którymrola i pozycja społeczna zmarłego ściśle powiązana jest z posiadanymiprzezeń ruchomościami. Gwarantem tego dobrobytu i stosunkowego spokojusą - jak w wielu społecznościach tradycyjnych - obyczajeprawno-religijne. "A jest u Estów zwyczaj, że każdy człowiek, obojętniejakiego jest stanu, zostaje spalony [po śmierci] i jeżeli zaś znajdziesię jakiś członek nie spalony, wtedy muszą o to zanosić wielkieprzebłagania". Obyczaje religijne dotyczą całego społeczeństwa, zarównobiednych jak i bogatych, a organizowane stypowe zawody jeździeckie, wktórych rozdawane są ruchomości zmarłego, nie zezwalają - przynajmniejwśród ludzi wolnych i posiadających konia - na powstanie istotnychróżnic społecznych, które potęgowałyby się poprzez pokolenia.

Nie wiadomo, jak długo trwał pobyt Wulfstana u Prusów. Kilka może raczejkilkanaście dni wydają się, w świetle przywiezionych przez niegoinformacji, całkiem możliwym okresem. W tym czasie bowiem Wulfstannagromadził podstawowe informacje o społeczeństwie, zaobserwowałpodstawy wyżywienia, najprawdopodobniej wyszedł poza port i zwiedziłokolicę oraz wziął udział w jakimś pogrzebie, jak i w festynie izabawach temu wydarzeniu towarzyszących, poznawał wreszcie niektóreumiejętności nieznane jego kręgom cywilizacyjnym. Wydaje się, iż miałniezmącony wgląd w życie pruskiej wspólnoty. Jego opis nie stwierdzanawet w najlżejszej aluzji jakiejkolwiek niechęci Prusów względem jegoosoby, nawet w chwilach, gdy jako obcy uczestniczy w tak wspólnotowejuroczystości jak pogrzeb. Taki opis kłóci się z wieloma innymi opisamiPrusów, lecz należy pamiętać, iż mamy tu do czynienia z mentalnościąludzi mieszkających w dużym porcie handlowym, oswojonych z innością, i zkorzyściami z tego płynącymi. Prawdopodobnie inna byłaby reakcja ludówpruskich żyjących w stosunkowej izolacji gdzieś w podmokłych lasachWielkich Jezior. Spójrzmy teraz na Prusów z tego samego regionu, czterypokolenia później, przyjmujących wyprawę misyjną św. Wojciecha. Pierwszewrażenie, bijące z dwóch najstarszych opisów hagiograficznych, możezostać ujęte w takich pojęciach, jak wściekłość, nienawiść i brutalność.Sposób przyjęcia trzech misjonarzy jest bardziej typowy dla pojmującychszpiega niż dla powitania gościa z dalszego kraju. Przypomnijmy przebiegwydarzeń. Wojciech z dwoma współpracownikami dobił łodzią do brzegówpruskich, po czym załoga statku odmówiła dalszej eskorty i wróciła -prawdopodobnie do Gdańska. Gdy znaleźli się na wyspie na rzece, zostaliodkryci przez miejscową ludność. Strój i obyczaje misjonarzy zdradzałyobcokrajowców i co się wyraźnie z tym wiąże -Wojciech i jego towarzyszezostali przepędzeni siłą. Pozostali w okolicy. Ktoś ich tam odnalazł ipoprowadził przed wiec osady targowej (w Vita I jest to dominus ville-zapewne głowa możniejszej rodziny). Zbierali się zdenerwowanimieszkańcy w dużej liczbie. Nastąpiły pytania o cel przybycia Wojciecha.Po jego wyjaśnieniach - m. in. że przychodzi od potężnego księciaBolesława - zapadła decyzja o natychmiastowym wygnaniu, pod karąśmierci: "Z powodu takich ludzi -mówią (w Vita II) -ziemia nasza niewyda plonów, drzewa nie będą owocować, nowe zwierzęta przestaną sięrodzić, stare wyginą. Wychodźcie, wychodźcie z naszych granic". W VitaII grożą jeszcze: "nas i cały ten kraj, na którego krańcach mieszkamy,obowiązuje wspólne prawo i jeden sposób życia; wy zaś, którzy rządziciesię. innymi i nieznanymi prawami, jeśli tej nocy nie pójdziecie precz,jutro zostaniecie ścięci". Temu, który ich wpuścił, grożą śmiercią,spaleniem domu, sprzedaniem rodziny i rozdzieleniem dobytku, co łatwomożna przyrównać do tradycji pogrzebowej opisanej przez Wulfstana. Misjaopuściła wioskę targową i udała się dalej. Dogonieni zostali jednakprzez grupę Prusów pod dowództwem "ofiarnika bożków" o nazwie Sicco(Vita I), któremu to Słowianie zabili brata (Vita II). Ów kapłan zadałpierwszy cios, po czym inni maltretowali biskupa.

Najważniejsza dla nas będzie więc atmosfera, w której przebiegała misja.Wyraźna jest głęboka i szeroko zakorzeniona niechęć do obcych. Innośćspowodowała przegonienie misjonarzy z wyspy, inność jako koronnyargument leżała u podstaw decyzji o wygnaniu pod karą śmierci. Innośćstała się na tyle groźna, iż ten, który ją wpuścił, również ledwouchodzi z życiem. Biorąc pod uwagę śmierć biskupa, można wnioskować, iżzaistniała spora zmiana w odnoszeniu się ludu pruskiego zamieszkałego wokolicach jeziora Drużno do obcokrajowców. Wulfstan jest przyjętygościnnie i otwarcie, Wojciech jedno stulecie później jest wyrzuconyprzez wiec i zabity. Owszem, różnica pomiędzy biskupem a handlarzemmusiała być dla Prusów wyczuwalna, lecz tym nie można tłumaczyćagresywności pruskiej. Jeśli po upływie wieku dochodzi do takiegozałamania się zaufania masowego względem gości, to można - chyba niebezpodstawnie -.uważać, iż pewne wydarzenia spowodowały to zamknięciespołeczeństwa pruskiego na zewnętrzne wpływy. Niestety, źródła pisanemilczą na temat tego, co mogło wydarzyć się w X wieku.

Prawdopodobnie w tym samym ciągu wydarzeń należy szukać innego ciekawegozjawiska uwidocznionego w źródłach hagiograficznych. Czytając oba Żywotyi Pasję, trudno jest oprzeć się wrażeniu, iż nastało u Prusów jakieśwzmocnienie kultu tych czynników tradycyjno-wierzeniowych, któreodnosiły się do przeszłości. Potwierdzałaby to argumentacja użyta przywyrzuceniu misjonarzy. Zagrożeniem nie są te trzy osoby, prawdziwymniebezpieczeństwem są nowe prawa, które oni niosą: "wy zaś, którzyrządzicie się innym i nieznanym prawem, jeśli tej nocy nie pójdziecieprecz, [...]" (Vita 1). Zmiana starych praw na nowe może być powodemstrasznych katastrof: "ziemia nasza nie wyda plonów, drzewa nie będąowocować, nowe zwierzęta przestaną się rodzić, stare wyginą. Wychodźcie,wy- chodźcie z naszych granic" (Vita 1). W tych dwóch orędziachzawarty jest wyjątkowy strach przed jakimikolwiek zmianami, jakaśniespodziewana ucieczka w dawne czasy, w stare tradycje, które pamiętająjeszcze okresy świetności, które odwołują się - być może - do dawnych"trusowskich" lat.

A nowe czasy faktycznie przynoszą zmiany. Widzieliśmy, jak zwyczajpogrzebowy, przedstawiony w relacji Wulfstana, jest w stanie zapobiecformowaniu się dziedzicznego możnowładztwa. Upadek Truso musiał jednaktrochę zmienić sytuację. Nagle ci, którzy czerpali największe korzyści zhandlu - o ile w ogóle przeżyli - stracili swe najważniejsze źródłodochodu. Z pewnością odbiło się to również na tych, dla których warstwarzemieślnicza była rynkiem zbytu, a więc na tych kręgach rolniczych,które dostarczały produktów lasów i ziemi bądź na potrzeby rynkudalekosiężnego, bądź też na wyżywienie warstwy rzemieślniczej ikupieckiej. W ten sposób całe społeczeństwo zostało wstrząśniętezmianami spowodowanymi przez upadek Truso. Zmiany takie mogłyprzyspieszyć pewne procesy wyłaniania się lokalnego możnowładztwaaspirującego do objęcia władzy. Sytuację, jaką zastajemy w końcu Xwieku, w przeciwieństwie do wynikającej z opisu Wulfstana,charakteryzują początki konfliktu między powstającym możnowładztwem aogółem ludu, nad którym panują kapłani. Czynniki społeczne w kwestiiśmierci św. Wojciecha zostały przedstawione przez S. Mielczarskiego;zgadza się z nimi J. Powierski. Jednak wydaje się, iż u tego pierwszegobadacza zbytnio zostały oddzielone kwestie tradycji społecznej od sprawreligijnych. podstawą społeczeństwa były wierzenia religijne. One - naogół - tłumaczyły podziały ról wewnątrz wspólnoty. Zatem zachwianie sięstabilności struktury społecznej zupełnie naturalnie doprowadziło dowzrostu znaczenia kapłanów jako obrońców zaginionego ładu społecznego izarazem gwarantów ochrony tradycji społeczno-religijnej przedpowstającym możnowładztwem. W źródłach ślady roli możnowładztwalokalnego w misji ukazują się całkiem wyraźnie w kilku miejscach. Mowa wVita I o jakimś dominus ville, który będąc najwyraźniej Wojciechowiprzychylny, wprowadził misjonarzy do osady. Nie powiodło mu się jednak,gdyż Wojciecha zabito, uczynił to pościg prowadzony przez kapłana (VitaI), a jemu samemu - jak widzieliśmy - grożono śmiercią za wprowadzeniemisjonarzy na teren osady. Czy stanowiło to próbę ułatwienia misji,obliczoną na osiągnięcie korzyści związanych z nowym ustrojem, naobalenie uciążliwej i zachowawczej władzy kapłanów, a wreszcie na oparcie swej władzy na silnych i chrześcijańskichPiastach? Wydaje mi się to bardzo prawdopodobne, natomiast ciekawympytaniem jest, w jakim stopniu mogłoby to być zamierzone przez BolesławaChrobrego, niewątpliwego współautora misji, którego ojciec przecież teżprzyjmował nową wiarę, i który musiał być w jakiejś mierze obeznany zmechanizmami takich zmian.

Zmiany nastałe w społeczeństwie pruskim, osiadłym w rejonie jezioraDrużno, przedstawiają się w świetle relacji Wulfstana i opisówhagiograficznych misji i męczeństwa św. Wojciecha, jako okreszasadniczej ewolucji badanego społeczeństwa. Dzięki tym źródłom udałosię uchwycić ostatnie chwile wspólnoty opartej na starych strukturach, czerpiących swe uzasadnienie jeszcze w dawnych mitach iwierzeniach. W łonie tego społeczeństwa wylęga się już pierwszemożnowładztwo, które skłonne jest zdominować pierwotne - wiecowe formyżycia polityczno-społecznego. Niewątpliwie wiąże się to z silnymizmianami i pauperyzacją związaną z upokorzeniem wojennym z połowy Xwieku, i zniszczeniem głównego źródła dochodu, jakim był port. Wyłaniająsię ostatni bojownicy o zachowanie dawnych wartości tradycyjnych. Sąnimi kapłani, dla których powodzenie misji oznaczałoby koniec rolireligijnej i wpływów politycznych. Wykorzystując pewien nawrót dotradycji, zrozumiały wobec zniszczeń doznanych ze strony monarchiipiastowskiej, opanowali oni zdaje się w sporej mierze wiec ludowy,aczkolwiek nie wystarczająco, by ten skazał Wojciecha od razu na śmierć.