Powrót do spisu treści

Piotr M. A. Cywiński
KOŚCIÓŁ WOBEC INTEGRACJI EUROPEJSKIEJ - ZAGADNIENIA KULTUROWE
Wersja z pełnym aparatem przypisowym w: red. J. Grosfeld, Kościół wobec integracji europejskiej, Warszawa 1997.

Nota bene: Niesamowite, ile się zmieniło od tego 1997 roku...


Spojrzenie na opinie polskiego Kościoła o kulturowych problemach związanych z europejską integracją wymaga uściślenia już na samym początku przynajmniej trzech pojęć. Od przyjętych definicji Kościoła, kultury i Europy zależeć będzie w dużej mierze zakres niniejszej pracy. Niełatwo jest jednak podać do końca ustalone definicje, gdyż wcytowanych opiniach terminy te często są używane różnorako. Co najwyżej można ustalić pewną przeciętną semantyczną. Gdy chodzi o naszkicowanie opinii Kościoła powstaje zasadniczy problem metodyczny. Czy mamy traktować tylko o oficjalnych wypowiedziach najwyższej hierarchii kościelnej głoszącej niejako w imieniu całego polskiego Kościoła? Taka postawa badawcza byłaby z pewnością łatwiejsza, lecz wątpliwym jest, czy zdołałaby ukazać złożoność omawianego tematu. Zwłaszcza w kwestiach kulturowych, w których Magisterium, zupełnie słusznie, nie wypowiada się jednoznacznie i nie angażuje swego autorytetu, ta metoda nie uchwyciłaby całokształtu debaty istniejącej również wewnątrz Kościoła; debaty będącej wynikiem zaangażowania i troski nie tylko hierarchii, ale i świeckich. Najsłuszniejsza zatem wydaje się propozycja dysponowania pojęciem "Kościół" w rozumieniu zgromadzenia wierzących w Chrystusa. Z kolei z takiego ujęcia wynika szeroki, bardzo szeroki wachlarz możliwych wypowiedzi. Wszak nie można też nadawać tej samej rangi wypowiedziom wszystkich członków Kościoła w Polsce. Niedawne badania na temat zrozumiałości języka dzienników telewizyjnych, wykazały, że tylko 38% polskich telewidzów rozumie słowo "integracja". Aby uniknąć zatem zniekształcającego rozdrobnienia, priorytet wypada nadać wypowiedziom osób o wpływach opiniotwórczych wewnątrz Kościoła i opiniom zaistniałym na łamach mediów katolickich.
Kulturę, wyjątkowo ciężkie do jednoznacznego zdefiniowania pojęcie,można rozumieć jako kultywowanie dóbr i wartości naturalnych, lecz zarazem jako zbiór znaków pozwalających jednostkom identyfikować się w społecznościach, a więc definiujących te społeczności. Dobrą definicję dał ponad sto lat temu Edward Bumett Tylor, wedle którego kultura jest złożoną całością obejmującą wiedzę, wierzenia, sztukę, prawo, moralność, zwyczaje oraz inne zdolności i nawyki przyswojone przez człowieka jako członka społeczeństwa. Takie - jak najszersze - rozumienie pojęcia kultury, jednocześnie jako całość i jako złożoność tych wszystkich elementów, pozwoliłoby wyjść naprzeciw wielokulturowemu zrozumieniu Europy. Jednak pod słowem "kultura" kryją się i inne znaczenia, często sobie bliskie, a - co dla tych rozważań istotne - nie jest łatwo stwierdzić co poszczególni mówcy mieli na myśli. Przykładowo: czy w danym cytacie chodzi bardziej o sposób postępowania w społeczeństwie lokalnym, czy np. o dorobek szeroko rozumianej cywilizacji. Europa, pojęcie z pozoru nie wymagające dopowiedzeń, winna być postrzegana nie tylko w swym wymiarze geograficznym (a więc w przestrzeni). Europa musi posiadać także charakter historyczny (jako wspólnota doświadczeń) i instytucjonalny (jako rzeczywistość międzypaństwowa). Tak jak i pojęcie kultura, tak i Europa musi być postrzegana jako całość niejednolita, kulturowo wieloraka - mimo odnoszenia się do wspólnego dziedzictwa kulturowego, wręcz zmienna. Niezawsze takie postrzeganie wynika z cytatów. Tak jak i pojęcie "kultura", Europa funkcjonuje jako swoiste hasło, nie zawsze ewidentne do zdefiniowania. Dziś, kwestią jest integracja Polski ze strukturami Unii Europejskiej. Twór, jakim jest Unia, nacechowany jest dwojakim stosunkiem do kultury. Z jednej strony, poczucie wspólnoty kulturowej stanowi główny fundament Unii, a cała prawniczo-ekonomiczna budowa wspólnoty tę kulturę promuje i rozwija, a z drugiej strony, zagadnienia kulturowe leżą tylko jakby w tle głównych etapów prawniczo-ekonomicznego jednoczenia się Europy. W pewnym sensie można by rzec, że kulturowa jedność Europy istnieje już od wieków, i że na doświadczeniu tej jedności powstaje Unia. Tak więc nie należy się dziwić, że w dobie budowania wspólnego domu europejskiego, o kulturze mówi się niewiele, jakby mimochodem, nie podważając tym niemniej faktu, iż stanowi ona fundament owej budowy, odczuwalny na każdym jej piętrze. Kulturowa integracja europejska nie da się jednak sprowadzić, w świetle wypowiedzi, do integracji z Unią Europejską pod względem kulturowym. Pojęcie Europa jest szersze od pojęcia Unia Europejska i jako takie jest używane w wielu cytatach.
A zatem tematem naszym będzie próba nakreślenia opinii istniejących w środowiskach polskiego katolicyzmu, w dobie dążenia Polski do odnalezienia swego miejsca we wspólnocie, jaką jest Europa, odnośnie spraw dotyczących integracji kulturowej. Na wiele sposobów można by taką kwestię przedstawić. Plan, jaki tu zaproponuję, jest tylko jednym z możliwych. Zobaczymy najpierw rozwój postrzegania kultury europejskiej bezpośrednio po upadku systemu komunistycznego, co pozwoli zrozumieć nastałe różnice w postawie wobec Europy. Następnie przedstawimy najistotniejsze klucze, wedle których pojmowana jest kwestia integracji kulturowej i ukażemy jakie zagadnienia istotne dla polskiego Kościoła budzą niepokój lub nadzieję w perspektywie integracyjnej. Na koniec podjęta będzie próba schematyzacji poszczególnych opinii co do kulturowej integracji z Europą.

POSTRZEGANIE EUROPY POD WZGLĘDEM KULTUROWYM PO 1989 ROKU
Zmiany systemu, zapoczątkowane w 1989 roku, wpłynęły w sposób zasadniczy na całokształt społeczeństwa polskiego, a więc zarazem na jego kulturę i na postrzeganie przez niego innych kultur. Zmiany te trwają do dziś i jest jeszcze niewątpliwie zbyt wcześnie, by podejmować jakąkolwiek próbę syntezy ewolucji kultury. W pierwszych miesiącach, a może latach, po upadku systemu komunistycznego, zaistniało w mentalności szerokich kręgów społeczeństwa, powolne rozróżnienie dwóch zasadniczych pojęć: Zachód i Europa. W dobie kulejącego komunizmu (lata osiemdziesiąte), ideałem w zasadzie bezkrytycznie przyjmowanym był Zachód. Termin ten obejmował przede wszystkim to, co jest związane z wolnością, z karierą, z dobrobytem. Ujednolicały się w nim tak różne kraje jak Stany Zjednoczone, Francja, Włochy... Był to termin funkcjonujący bardziej przez negację systemu komunistycznego i życia pod jego ciężarem, niż przez konstruktywne zapatrzenie się w państwa Zachodu. Był to termindużo bardziej wywodzący się ze sfery marzeń i mitów, niż z konkretnych i obiektywnych sfer poznawczych. Doskonałym przykładem takiego postrzegania kierunku, do którego należy podążać po obaleniu systemu PRL, jest plakat wyborczy Solidarności z 1989 roku z postacią Gary Coopera i z napisem 4 czerwca (data wyborów - przyp.), w samo południe. Dopiero później i pomału Zachód zaczął być postrzegany jako wewnętrznie zróżnicowany. Pierwsi to zobaczyli ci, którzy zaczęli się z Zachodem stykać. I to nie tylko z tym Zachodem bazarowym, czarnopracodawczym. Udział w odczytywaniu Zachodu mieli, może w sposób szczególnie nastawiony na zagadnienia kultury, ci, którzy ten Zachód, zwłaszcza europejski, zwiedzali. Przede wszystkim turyści (których liczba z początku niewielka pomału wzrastała) i - fenomen specyficzny i dużo szerszy - pielgrzymi. Właśnie w sferze kultury Europa zaczęła być postrzegana, jako całość nieporównywalnie bliższa i ciekawsza, niż np. Stany Zjednoczone. Pierwsze głosy podkreślały zatem przynależność Polski do Europy. Przełomem w zaakceptowaniu tego stanu była wizyta Jana Pawła II, w roku 1991, gdy Papież określił jako upokarzające mówienie o powrocie do Europy, tak jakby Polski w Europie nie było. Odrodzona świadomość przynależności europejskiej, głoszona we wszystkich kręgach społeczeństwa polskiego, z Kościołem włącznie, zastąpiła poniekąd wzór wymarzonego Zachodu. Świadomość ta opierała się na doświadczeniu europejskości w polskiej historii i kulturze (choćby jako antemurale christianitatis), co stanowiło zalążek pierwszego postrzegania kwestii kultury europejskiej. Drugie spojrzenie zostało ukształtowane przez słowa Jana Pawła II podczas tej samej wizyty, gdy mówił w Częstochowie o dwóch płucach Europy, o Wschodzie i Zachodzie, które muszą się odnaleźć w pełni europejskości.
Złożoność kultury europejskiej znajdowała wyraz w różnorodnym postrzeganiu czynników świadczących o przynależności do Europy. Poszczególne kręgi światopoglądowe akcentowały takie, a nie inne składniki kultury europejskiej. Dla części społeczeństwa Europa kojarzyła się z lepiej lub gorzej rozumianą wolnością, z kulturą lepiej lub gorzej pojmowanego pluralizmu. Dla Kościoła, Europa uzyskiwała swąkulturową pełnię, jako wspólnota oparta na doświadczeniu chrześcijaństwa. Korzeniem Europy jest Dekalog. Często powtarzano zatem, iż Polska nie musi dążyć ku Europie, że Polska jest w Europie. Takie stwierdzenia, pojawiały się i w debacie politycznej i w prywatnych rozmowach i - co istotne - również podczas homilii co bardziej patriotycznie nastawionych kaznodziejów. Nie ma chyba sensu przytaczać tu całych cytatów idących w tym kierunku, było ich wiele, bywały na porządku dziennym, i nie różniły się w zasadzie między sobą. Na tym stwierdzeniu, z którym nikt przecież nie mógł polemizować, odbudowała się europejska świadomość Polaków. Dla szerokich kręgów ludzi Kościoła, w stwierdzeniu, że Polska jest w Europie, mieściło się stwierdzenie, że Polska jest w kręgu kultury chrześcijańskiej, a nawet zachodniochrześcijańskiej.
W skrajnej wersji tego paradygmatu rozwijał się w nowej postaci dawny model Polaka-katolika, który - poprzez swe doświadczenia religijne - znajduje się niemalże w centrum chrześcijańskiej Europy. Model ten, promowany przez niektóre media katolickie, nie ukazywał potrzeby dążenia do jakiejkolwiek integracji z Europą, wszak wedle niego Polak-katolik, jest w pełnej już mierze Europejczykiem, czego dowodzi europejska rola "Solidarności" i co zostało ukoronowane przykładem Papieża-Polaka. Takie rozumienie nie wnosiło nic poza stwierdzeniem, iż Polska jest częścią Europy, ale też - z początku przynajmniej - nie godziło w integrację europejską. Dotyczyło ono zresztą tylko niektórych warstw społeczności katolickiej, na ogół ludzi starszych o tradycyjnej religijności. Zaznaczam je tutaj tylko ze względu na dalszy rozwój tej opinii, o czym mowa będzie dalej .
W szerszych kręgach Kościoła w Polsce, poprzestano wpierw na podkreślaniu faktu przynależności Polski do Europy, także pod względem kulturowym. W niektórych wypowiedziach można było odczuć pragnienie, by Polska odegrała swoistą rolę w Europie, właśnie w jej wymiarze kulturowym, duchowym. Wedle tej myśli, Polska mogła stanowić zalążek odnowy moralnej Europy. Myśl ta istniała zresztą i w wielu zachodnich środowiskach chadeckich, zwłaszcza na początku lat 90.
Trzeba podkreślić jednoznacznie, że integracja europejska od początku była przychylnie traktowana przez Episkopat. Nawet jeśli w słowach poszczególnych biskupów można rozróżnić bardziej lub mniej entuzjastyczne nastawienie do tworzącej się rzeczywistości, jedność Episkopatu względem kwestii samej integracji nie budzi wątpliwości. Tymczasem Europa, która stawała się modelem niemalże wszystkich zmian ustrojowych, której produkty (również kulturowe) zaczęły wyjątkowo obficie napływać na polski rynek, która została określona jako jedyna alternatywa z punktu widzenia racji stanu, zaczęła drażnić niektórymi łatwymi propozycjami, niektórymi rozwiązaniami kłócącymi się z ładem moralnym, niektórymi rozreklamowanymi opcjami światopoglądowymi, trudnymi lub niemożliwymi do zaakceptowania dla chrześcijan. Europie, bezczynnej wobec tragedii bośniackiej - jak się okazało w niespełna kilkanaście miesięcy po upadku minionego ustroju - należało się przyjrzeć. Europa musi podlegać ocenie. Wartości głośno reklamowane przez środowiska proklamujące europejskość, musiały zostać przeanalizowane w świetle hierarchii wartości chrześcijańskich. Właśnie w ten sposób można odczytywać stwierdzenie Polskiej Rady Ekumenicznej,iż tak bardzo rozreklamowana tolerancja to za mało, trzeba miłości, która jest większa od tolerancji.
Zmiany dokonujące się, okazały się wielokroć nośnikami większych niebezpieczeństw niż jasno określony i - summa summarum - nie do końca skuteczny totalitaryzm okresu minionego. Nowa sytuacja w kraju zaskoczyła wszystkich (..) była ona i jest trudna, o wiele trudniejsza dla Kościoła niż w czasach PRL. A dokonujące się zmiany były ściśle powiązane z dążeniem ku Europie... Pomału na tym podłożu zaczęto coraz precyzyjniej zdawać sobie sprawę z nowych, europejskich, wyzwań (lub, jak kto woli: zagrożeń) dla Polski i polskiego Kościoła. W prognozach dotyczących ewolucji kultury bardzo często powtarzano opinię, iż polski katolicyzm ludowy nie ostoi się w zetknięciu z przeobrażeniami obejmującymi całą Europę - przypomina bp Józef Życiński. Właśnie ta opinia, szeroko rozpowszechniona, spowodowała lęki przed integracją europejską ze strony osób najbardziej związanych z tradycyjną, ludową formą katolicyzmu i kultury polskiej. Integracja bywała pojmowana (zarówno przez jej zwolenników jak i przez tych, którzy przed nią przestrzegali) jako przejmowanie nowych, niepewnych wzorców, a chyba niedostatecznie jako wejście z własnymi wzorcami w szerszą wspólnotę. Niezaprzeczalnym faktem jest, iż zmieniona sytuacja ustrojowa, wnosi daleko idącą różnorodność światopoglądową w społeczeństwo które już nie jest społeczeństwem losu, lecz staje się społeczeństwem wyboru. Wolno w tym kontekście pytać o wolny Kościół, o wolną religię w wolnym społeczeństwie, o nowy etap poszukiwania nowych dróg życia państwowego i społecznego, ale też i w świecie, który podlega postępującej, spontanicznej sekularyzacji, pociągającej za sobą osłabienie wartości religijnych i moralnych.
Aby zrozumieć problemy wielu katolików w odczytaniu swej pozycji, jako członków wspólnoty Kościoła, w świecie pluralizmu, trzeba mieć na uwadze rolę Kościoła w okresie powojennym. Wówczas Kościół był ostoją społeczeństwa polskiego, będąc w zasadzie jedyną alternatywą wobec marksizmu. Podział na świat prawdy i na świat kłamstwa, jako fundamentalne rozeznanie w tym co leży u podłoża kultury, był czytelny dla ogółu społeczeństwa. Konkretne postępowanie mogło być oderwane od norm określonych tym rozeznaniem, tym niemniej ta fundamentalna oś :prawda - kłamstwo, różniła czytelnie Kościół od partii, zwłaszcza w końcowym okresie minionego systemu. Wynikiem był niepodważalny w społeczeństwie autorytet moralny Kościoła - świadectwa prawdy. Wraz z nastaniem pluralizmu światopoglądowego, w oczach wielu ludzi propozycje Kościoła przestały być odbierane jako bezsprzecznie emanujące z prawdy i przeciwstawiające się kłamstwu. Coraz częściej były to "jedne z wielu"propozycji, do rozważenia i do akceptacji lub do odrzucenia. Powstawał problem tzw. wiary selektywnej. Postępowanie w dobie pluralizmu wymaga również stosownego zrozumienia roli katolika w dzisiejszym świecie. Współcześnie, na skutek przemian pozycja Kościoła w Polsce zmienia się, upodobniając do tej, jaka znacznie wcześniej wystąpiła w społeczeństwach demokratycznych i rozwiniętych. Niestety, nie jest to dostatecznie zrozumiałe, ani dla katolików, ani dla ludzi pozostających na marginesie Kościoła lub poza nim. Co więcej, nie jest też dostatecznie zrozumiała nauka Soboru Watykańskiego II zwłaszcza zawarta w Konstytucji "Gaudium et spes", która zaakceptowała dokonujące się przemiany w kierunku demokracji i pluralizmu.
Od tego, jak konkretna osoba, lub wspólnota chrześcijańska, zaakceptowała ten nowy kulturowy i światopoglądowy pluralizm, bardzo zależy odniesienie się do Europy. Wiara realizuje się w codziennym swym wymiarze, uwarunkowanym m. in. realiami kulturowymi. Chrześcijanin nie może jednak pozwolić, by wiara (w sensie ścisłym) odczuwała piętno zmienności codziennych realiów. W dzisiejszym świecie nie sposób negować potrzeby, a nawet obowiązku, inkulturowania chrześcijaństwa w pluralizm. Nieprzypadkowo zatem europejskość końca XX wieku lęka tych, którzy niepotrafią sprostać zadaniu tej inkulturacji. Lęk ten bywa wspierany przez niektóre, raczej odosobnione media katolickie. Przykładem jest cykl informacji o Europie, zorganizowany w pierwszej połowie sierpnia 1996,przez ogólnopolskie Radio Maryja, słynne z propagowania tradycyjnej religijności, i skupiającej w tzw.
Rodzinie Radia Maryja spore rzesze ludzi, często starszych i - co bardzo istotne - odepchniętych przez nowe wzorce kultury masowej. Informacja podana została z wyraźną nieprzychylnością względem integracji europejskiej. Co jednak donioślejsze, przy tej okazji, zaistniała w eterze reklama książki Unia Europejska jest zgubą dla Polski, napisanejw sposób ewidentnie stronniczy i opierający się w dużej mierze na krytyce zjednoczonej Europy powstałej w środowiskach "mocnej prawicy" francuskiej. Argumenty przedstawione w niej w sposób budzący wątpliwości co do rzetelności autorów, są podbudowane przede wszystkim strachem. Książka ta leżała spokojnie przez kilka miesięcy na półkach księgarń, po czym w drugiej połowie sierpnia rozeszła się błyskawicznie. Podkreśla to wpływ wypowiedzi w niektórych mediach, na tradycyjne społeczności nieprzyzwyczajone do krytycznego rozpatrywania zasłyszanych ze strony księży opinii. Prócz Radia Maryja, tygodnik "Niedziela" twierdzi, iż warto przeczytać tę książkę, by w pełni uzmysłowić sobie, w co wciągają Polskę masoni i biurokraci. Niechęć wobec zmian kulturowych nastałych po 1989 roku w tych środowiskach może mieć realny wpływ na ewentualne referendum w sprawie formalnej integracji. A zatem istotnym jest, by niezaniedbywać rzetelnej informacji także na łamach mediów docierających do tej części społeczeństwa. Tym ludziom potrzebne są konkretne odpowiedzi, które wskazują na szanse nowej sytuacji i które zmieniają poniekąd zagrożenia w wyzwania. Biskup tarnowski Józef Życiński, podejmujący publicznie debatę ze straszącymi Europą, jako jedną z przyczyn niechęci wobec słów o europejskim domu, podaje lęk przed jakościowo nowymi sytuacjami. Aby go przezwyciężyć, niektórzy deklarują, iż nie poddadzą się żadnym zmianom i będą niezmiennie strzegli tradycji. Obawiam się - dodaje biskup - iż w podobnym stylu można by składać deklaracje, że niepozwolimy się zaatakować wirusowi grypy. W tej sytuacji nie można kultywować świadomości oblężonego, czemu bp Józef Życiński daje świadectwo egzegetyczne w dalszej części cytowanego artykułu: Gdyby lęki przed Europą były udziałem Apostołów przed dwoma tysiącami lat, (..) pozostaliby w domu wśród swoich najbliższych. Chodziliby na ryby, uprawialiby winnice, zaś przekaz Dobrej Nowiny Jezusa Chrystusa ograniczyliby do niewielkiej prowincji, gdzie wszystko byłoby znajome i bliskie. Wielkość Kościoła pierwszych wieków wyraziła się właśnie w tym, że potrafił przezwyciężyć podobne lęki i po wyjściu z małego światka pożeglować w stronę nieznanych lądów. Długi ten cytat pokazuje najpełniej rolę ewangelicznego zaufania względem dzisiejszych zmian kulturowych, powiązanych z integracją pluralistycznej Europy. Rola Kościoła, w jego duszpasterstwie ludu poprzez doczesne pielgrzymowanie, wymaga również uwzględniania wszelkich wymiarów dzisiejszych społeczeństw i cywilizacji. - Analiza współczesnej kultury nie powinna być podstawą do jej odrzucenia, lecz do dostosowania wymogów duszpasterskich i ewangelizacyjnych do nowych sytuacji. Współczesna sytuacja wiary nie jest wyznaczona w sposób szczególny przez ateizm (przynajmniej po upadku komunizmu) ani nawet przez tzw. konsumpcyjny styl życia. Jest wyznaczona przez pluralizm i jego konsekwencje. Nasza wiara jest z konieczności wiarą w pluralistycznym świecie - jak zauważa K. Tarnowski, by dodać - jesteśmy "skazani" odwiecznie na ów pluralizm, ale że dla wiary miłość i mądrość Boża przejawia się we wszystkim, co gdziekolwiek wartościowe - a nie tylko np. w filozofii chrześcijańskiej. W stwierdzeniu co gdziekolwiek wartościowe dotykamy zasadniczej kwestii dla zrozumienia postawy polskiego Kościoła wobec integracji europejskiej pod względem kulturowym. Dobrze będzie się przyjrzeć tej postawie analizując główne osie, wokół których toczą się debaty.

POLSKA TOŻSAMOŚĆ A KULTURA WSPÓLNEJ EUROPY
Polskie społeczeństwo, nękane w ciągu ostatnich dwustu lat, jest zupełnie naturalnie uwrażliwione na wszystko, co może mieć wpływ na polską tożsamość. We Wspólnym Słowie Biskupów Polskich i Niemieckich, opublikowanym na 3o-lecie poprzedniego, historycznego dokumentu, nie bezpowodu podkreślone jest, iż Oba Kościoły opowiadają się wyraźnie za koncepcją Europy jako "ojczyzny ojczyzn", w której zachowana będzie różnorodność tradycji kulturowych poszczególnych narodów. Odpowiadając więc na lęk przed groźbą globalizmu, lub powszechnego ujednolicenia kard. H. Gulbinowicz zaznacza, iż bogactwo wspólnej Europy może być kształtowane tylko przy respektowaniu tożsamości poszczególnych narodów. Jednak lęk przed utratą tożsamości jest nadal obecny w środowiskach tradycyjnych i w kręgach prawicy o mocnej nucie narodowościowej. Tożsamość polska bywa różnorako rozumiana, lecz jej podstawowymi filarami są niewątpliwie: język, rodzina, wiara i religijność, wolność i niepodległość, tolerancja. Można by jeszcze niektóre dopisać, ale z tymi zgodzi się przytłaczająca większość Polaków.
Kultura Europy zachodniej, która dociera do polskich odbiorców, może łatwo zostać odebrana jako niekompatybilna z tymi wymienionymi filarami tożsamości polskiej. Język jest zalany anglicyzmami i amerykanizmami, rodzinę podważa jurysdykcja wielu państw europejskich (np. debata o aborcji, o eutanazji, o konkubinacie, małżeństwach homoseksualnych, podważaniu nadrzędnej roli wychowawczej rodziców), wiarę i zwłaszcza specyficzną religijność Polaków podważają europejscy ateiści i nieprzychylni Kościołowi krytycy, utratą uzyskanej z trudem i poświęceniem wolności i niepodległości straszą przeciwnicy traktatu z Maastricht (nawet w wymiarze indywidualnym: Maastricht jest zalegalizowaniem wszelkich pokus i ludzkich słabości), a prymitywnie rozumiana tolerancja każe patrzeć spokojnie na arogancki i często swawolny pluralizm. W domu polskiego narodu zawsze było miejsce dla katolika, prawosławnego, protestanta i wyznawcy religii mojżeszowej. Dziś natomiast niektóre środki masowego przekazu i niektórzy politycy robią wszystko, aby pod konarami narodowego dębu znalazł schronienie jedynie komunista i ateista, nihilista, liberalny gracz kartami przykazań Bożych czy tzw. Europejczyk. Zdaje się, że nie ma tam miejsca dla Polaka, który przyznaje się do Kościoła katolickiego. Nie powinno być zaskakującym, iż prawica o tradycjach kombatanckich i tradycyjne, ludowe kręgi katolicyzmu, coraz niechętniej patrzą na zmiany nastające w Polsce. Zmiany noszące, wszak tylko po części słusznie, piętno europeizacji. Na łamach wypowiedzi całkiem negatywnie odnoszących się do zmian kulturowych zachodzących w ostatnich latach w Polsce, z reguły niesą rozważane jakiekolwiek konkretne i logiczne wywody oparte głębszej analizie sytuacji i poddające pod dyskusję proponowane remedia. Można odnotować uciekanie się do skrajnych haseł. Mocnym przykładem niech będzie tu wypowiedź bp R. Andrzejewskiego: Nie chcemy, by Polska była królestwem szatana, Polska jest i będzie królestwem Maryi.
Jednak - jak napomina bp J. Życiński - Wierność Ewangelii wymaga od nas postaw znacznie trudniejszych niż łatwe irytacje i odreagowywanie niemądrych sloganów lub optymistycznie odpowiada, cytując słowa JanaPawła II wypowiedziane w ONZ: łzy tego stulecia przygotowały grunt dla nowej wiosny ludzkiego ducha.
Odzyskana suwerenność umożliwiła państwową ochronę tożsamości polskiej, tej tożsamości, która była chroniona prywatnie i społecznie przez tyle pokoleń. Ochroną tą zajmował się również - a czasem przede wszystkim - Kościół i wiele ludzi chce zapewne dalej wiązać tożsamość polską z szeroką funkcją Kościoła w społeczeństwie. "Niezależnie od krytyki, często antyklerykalnej, dotyczącej mieszania się Kościoła do polityki, istnieje dziś potrzeba skupienia się na tym, co ściśle wynika z istoty Kościoła. Kościół był zawsze z narodem i z nim pozostanie. Niemniej Jego rola powinna być zacieśniona do działalności religijnej". Dominikanin M.Zięba wyraża przekonanie, że: przed Kościołem w Polsce stoi zadanie dezideologizacji i depolityzacji wiary. Tożamość polska może teraz rozwijać się w ramach suwerennego państwa. Istnieje zatem pokusa, by prawo ustanowiło wzorce kulturowe w sposób obowiązujący. Aby tę pokusę odeprzeć, trzeba rozróżnić pomiędzy fundamentalnymi wartościami, które niesie kultura, a tym, co zmienne i podlegające obróbce światopoglądowej. W dyskusji z B. Szlachtą i St. Wilkanowiczem, bp Tadeusz Pieronek mówi: Dla mnie nie ulega wątpliwości, że z tego zamieszania, w jakim obecnie żyjemy w Polsce, wynikającego ze ścierania się różnych poglądów i opcji, powinna wyłonić się wizja państwa neutralnego światopoglądowo, lecz państwo nie może być neutralne aksjologicznie i musi się oprzeć na uznanych wartościach.
Pluralizm musi opierać się na pewnych podstawowych fundamentach. Nie wszystko, co podlega wolnemu wyborowi, może być wybrane. Ustalenie tych podstawowych fundamentów stanowi w dzisiejszych czasach główną ośrozdarcia między Kościołem a światem, co nie pozostaje bez wpływu nastosunki pomiędzy wieloma wspólnotami wewnątrzkościelnymi. Pytania dotyczą relacji pomiędzy wartościami a kulturą. Czy kultura jest nośnikiem wartości? Czy zatem to one leżą u podnóża kultury? A więc czy można oceniać kulturę wedle kryterium opierającym się na pielęgnowaniu, lub zaniedbaniu wartości? Katolicy z dużą troską wobec dzisiejszych czasów odpowiadają twierdząco na te pytania. W częstym dziś haśle: każda kultura ma swe wartości zawarty jest poniekąd zarys opinii, że to kultura tworzy wartości, a nie na odwrót. Zawarta jest relatywizacja wartości. W niechęci wystawienia oceny danej kultury, leży niechęć do uznania obiektywnej hierarchii wartości, istniejącej ex natura na tym świecie, wpisanej w logikę istnienia, niezależnie od światopoglądu, niezależnie nawet od wyznania. Rzeczywiście, jesteśmy dziś świadkami konfrontacji dwu wizji człowieka. Z jednej strony jest to wizja, wedle której wielkość i godność człowieka polega na tym, że dana mu została zdolność do odkrywania obiektywnej prawdy. (..) Z drugiej strony jest to wizja człowieka, który przyznaje sobie prawo do decydowania o prawdzie. To stwierdzenie doskonale odnosi się do świata kultury, gdzie uzyskuje swoistą pełnię. Albo kultura jest uwarunkowana swą zawartością, obiektywnie ocenialną na podstawie naturalnej człowiekowi hierarchii wartości, albo jest ona dowolnym i swobodnym tworem jednostki, ewentualnie - zgodnych co do minimum treściowego - kilku jednostek, których nie można z tego tytułu określić lub ocenić. Albo - jeszcze prościej - kultura może zostać odniesiona do prawdy, albo jest od niej oderwana. Dzisiejsza droga ku zawężeniu wspólnotowości wewnątrz Europy stawia bardzo wyraźnie pytanie o wybór jednego z tych dwóch modeli współistnienia kultury i prawdy. Innymi słowy, można postawić pytanie o stosunek etosu do logosu. Czy osoba twierdząca, iż etos musi się opierać na logosie, trochę tak jak logos urzeczywistnia się w świecie poprzez etos, jest fundamentalistą, integrystą? Jednak, jak zaznacza w swej analizie encykliki Veritatis splendor ks. H. Juros, nie można przystać na rozgraniczanie logosu i etosu, nie można przeciwstawiać wolności prawdzie. T. Styczeń pisze, że głównym problemem Europy jest głęboko zdeformowane ludzkie wnętrze i zachwiana prawidłowa relacja wolności człowieka do prawdy. Kościół często przypominał, że kultura potrzebuje moralności jako podstawy. Nie wszystko podlega demokratyzacji. Demokracja potrzebuje ducha -jak powtarza Tadeusz Mazowiecki. Stąd powszechna opinia, głoszona też i poza Kościołem, a także poza Polską,że zachłysnęliśmy się wolnością. Bp T. Pieronek, przy okazji spotkania sekretarzy generalnych episkopatów z Europy na temat roli Kościoła w zjednoczonej Europie podkreślił, iż Europa ma nie tylko ciało, ale i duszę. Abp H. Muszyński wręcz mówi, iż przyszła Europa jest skazana na czerpanie ze wspólnych wartości duchowych oraz idei.
Model światopoglądowy, który zdawał się najbardziej przesiąknięty ideą odrzucenia, a w każdym razie nieuwzględniania wymiaru duchowego konstrukcji europejskiej został w Polsce rozreklamowany jako model liberalny. Toteż niektóre środowiska katolickie dość wcześnie podjęły krytykę idei liberalnej. Bywała ona przedstawiana jako wyzbyta podstawowych fundamentów, wynikających z chrześcijańskich korzeni europejskiej kultury. Liberalizm, bardzo szeroko rozumiany, został niekiedy wręcz utożsamiany z laicyzmem. Laicyzm, który narzucano nam przez całe lata, dzisiaj przybiera nazwę liberalizmu i kapitalizmu. Dawniej Wschód, a dziś i Zachód, będzie domagał się, by Polska zaakceptowała pełny liberalizm społeczny, polityczny, a także ideowy, religijny. Stajemy oto wobec nowej formy totalitaryzmu. Tego typu wypowiedzi znajdowały chętnych słuchaczy w świecie polskiego katolicyzmu, lecz jak podkreśla J. Gowin, zarzuty te nie odnosiły się tak naprawdę do kultury liberalnej, lecz raczej do kultury współczesnej tout court. Totalitaryzm jako zarzut wobec dzisiejszej Europy bywa stawiany w obliczu skutków nieokreślenia fundamentalnych wartości dla kultury europejskiej. Używa go o. T. Styczeń, mówiący o nowej postaci totalitaryzmu pod maską wolności i demokratycznej zasady większości. Poruszając kwestię prawodawstwa aborcyjnego rozważa on granice między racją większości a racją siły, stwierdzając iż widmo totalitaryzmu znów krąży po Europie, którą nie waha się nazwać antychrześcijańską Europą.
Kultura europejskiego Zachodu, jako kultura pluralistyczna, musi tym jaśniej określić swe fundamenty, swój świat wartości. Jak zaznacza Irena Sławińska: szansą uleczenia Europy jest powrót do tych wartości, które podeptała: do uszanowania człowieka, jego wolności, świętości, powrót do Prawdy Najwyższej - i czynne zaangażowanie "inteligencji chrześcijańskiej" w przemianę świata. Biskupi piszą: Demokracja pozbawiona fundamentu wartości niesie ryzyko łatwego przekształcenia się w dyktaturę i stwarza warunki do rozwijania nowych wersji "jedynie słusznej ideologii ". Jeśli polski katolik ma przychylnie się odnieść do integracji z taką - pluralistyczną - kulturą, to musi ona zapewnić uszanowanie podstawowych wartości chrześcijańskich. Uszanowanie jest może nawet zbyt słabym sformułowaniem. Musi ona uwzględnić fundamentalne znaczenie tych wartości. Kultura europejska musi uznać podłoże, na którym powstała. Nie jest tym podłożem tylko estetyka i filozofia grecka, nie tylko prawo rzymskie. Europę ukształtowała moralność chrześcijańska. Ten postulat uwzględnienia moralności chrześcijańskiej jest najczęściej stawiany przed nosicielami europejskości. I tu nastaje problem rzeczywistości europejskiej, takiej, jaką się pokazuje w Polsce. Kto niesie idee Europy w Polsce? Inaczej: Czyimi oczyma Polska patrzy na Europę? Trzeba zaznaczyć bardzo istotne ukształtowanie szeroko rozumianego forum europejskiego w Polsce. Wśród dążących do Europy sporą, a zwłaszcza głośną część stanowią ci, którzy odwołują się do liberalizmu jako do idei antropocentrycznej, w której normą jest sytuacja, gdzie ocena poczynań jest uwarunkowana światopoglądem. W głoszeniu tej normy są oni bliscy innym światopoglądom polityczno-społeczym, które także głosiły tę tezę, między innymi marksistom. Istnieje w dzisiejszej Polsce pewien dualizm, zauważalny np.w życiu politycznym, między kulturą chrześcijańsko-patriotyczno-solidarnościową, a kulturą utylitarno-darwinowską (wedle słów St. Wilkanowicza), lub po prostu liberalno-marksistowską. Teza wyżej postawiona stanowi dogodne pole do współdziałania między spadkobiercami marksizmu, opcjami lewicy bliskiej ideałom Rewolucji Francuskiej, a liberałami. Zastępy czerwonych i różowych pseudo-europejczyków propagują dziś i usiłują narzucić współobywatelom obcy polskiej tradycji, laicko-liberalny model europejskości, który formułują na własne podobieństwo, w oderwaniu także od wielkich ruchów europejskich. W Orędziu biskupów polskich o potrzebie dialogu i tolerancji w warunkach budowy demokracji, czytamy: Niepokojącym zjawiskiem kulturowym znamiennym dla naszych czasów pozostaje to, iż zarówno w praktyce systemów totalitarnych, jak i w teoriach propagowanych przez skrajny liberalizm usiłuje się zacierać różnice między dobrem a złem oraz traktować doraźne osiągnięcia jako ostateczne kryterium moralności. Wszystkie te środowiska, odwołujące się do liberalizmu, przedstawiają tu i ówdzie swe tezy jako cymes europejskości. Brak może trochę europejskich głosów odmiennych. Brakuje może jasnych i masowych wypowiedzi inteligencji katolickiej. Kościół starający nie angażować się w poszczególne rozgrywki polityczne widzi jednak fałsz tej relatywistycznej tezy, współobecnej w Polsce w tych trzech nurtach polityczno-światopoglądowych. Jak ocenia ks. T. Styczeń, dzisiejszy obraz Europy jest skutkiem zwichnięcia antropologicznego, które utrwalając przez kilka wieków skrzywioną optykę widzenia człowieka, może - jeśli nie zastosuje się odpowiedniej terapii - doprowadzić do "katastrofy antropologicznej". Ukazując ten fałsz światopoglądowy , Kościół naraża się paradoksalnie na etykietkę nieeuropejskości.

KRYZYS KULTURY EUROPEJSKIEJ
Wszelka kultura degeneruje się, karleje i deformuje się, gdy zostaje wprzęgnięta w jakikolwiek - laicki czy konfesyjny - totalizm polityczny. Wielkie kryzysy kultury europejskiej polegały na tym, że ludzka twórczość nie miała dostatecznej swobody i dostatecznego kontaktu ze swoimi korzeniami - mówi S. Swieżawski.
Jak więc objawia się polskiemu katolikowi europejska kultura? Przede wszystkim widać jej głęboki kryzys, związany zwłaszcza z kryzysem fundamentalnych dla Europy wartości. W ten sposób, poprzez podważanie fundamentów kultury, filozoficzne uwarunkowanie kryzysu kultury Europejskiej wiąże się z wpływami myśli postmodernistycznej. Dzieje tej myśli liczą sobie na Zachodzie Europy już - w zasadzie - pokolenia. Myśl ta, jak i wynikający z niej etos, pojawiły się na szeroką skalę w Polsce w ciągu ostatnich lat. Dialog z kulturą przesiąkniętą dekonstruktywistyczną postawą jest o tyle trudniejszy, o ile inne są pojęcia i metody dialogu. Happening, ironia, sceptycyzm i relatywizm jawią się w nim [w postmodernizmie] jako summum postracjonalitycznej postawy, w której nie podziela się optymistycznych prognoz znamiennych dla myśli nowożytnej, jak zauważa bp Józef Życiński. Przy takim założeniu nikną wielkie idee, nikną pasje społeczeństw i fascynacje światem. Groźnym następstwem oswojenia przeciętności byłoby traktowanie życia w kategoriach nihilistycznego happeningu. Jak zauważa dalej bp Życiński: wynikiem wprowadzenia nowej perspektywy ma być m. in. śmierć metafizyki, śmierć Boga, zniknięcie autora, rozmycie wartości, wyzwolenie z iluzji racjonalizmu. Destrukcja, negująca wartości uniwersalne, obejmuje wyjątkowo silnie dziedziny symbolicznego universum, utrudniając optymalne pojmowanie sacrum. Jak mówi J. Prokop: świat postmodernistycznej "dekonstrukcji" dość skutecznie niszczy zmysł symboliczności, dar odczytywania prawdy przez podobieństwa, udaremnia więc znalezienie ścieżek wiodących poprzez znak do transcendencji.
Warto w tym miejscu podkreślić, iż odnosząc postmodernistyczny światopogląd oparty na destrukcji, do wiary i do kultury religijnej, otrzymuje się dość nieprecyzyjny obraz, złożony z luźnego doświadczenia transcendencji wywołanego praktykami, z parareligijnego ekologizmu, i z orientalnego sekciarstwa. Fenomen takiego odniesienia przywędrował z Zachodu do Polski w ostatnich latach i nie bez powodu bywał wiązany z procesami europeizacji kulturowej. Z chęcią przezwyciężenia płycizn materializmu wiąże ten objaw bp J. Życiński: Doświadczenienie wystarczalności tradycyjnego materializmu jako filozofii życia prowadzi niejednokrotnie do poszukiwania substytutów religii i metafizyki. Nierzadko przyjmują one postać ideologii New Age lub pseudonauki w rodzaju astrologii, co ocenia jako znamienny kulturowo fenomen ucieczki w absurd. Postmodernizm ze swym odrzucaniem wszelkich fundamentów, wszelkiego absolutu, nie odrzuca bowiem według J. Prokopa, idei religijnej, jako takiej. Natomiast jeśli już religijność, to raczej niezobowiązująca do niczego, migotliwa i proteuszowa parareligijność NewAge. W meandrach myśli New Age objawia się zresztą stara znajoma chrześcijaństwa: gnoza. W odróżnieniu od mistyków, nowi gnostycy wieszczą natomiast całkowitą przemianę ludzkiej kondycji oraz nadejście wolności. Ciemność (mentalna) zostanie, ich zdaniem, wkrótce pokonana.
Ruchy New Age -czerpiąc bogato z tradycji nie tyle niechrześcijańskiej,ale wręcz antychrześcijańskiej, a nawet magicznej, na pograniczu satanizmu, jak to wskazuje analiza literatury tego ruchu - są oczywiście obce jak najszerzej pojmowanej kulturze polskiej. W ostatnich latach wciąż wzrastała ilość ugrupowań sektopodobnych i - co bardziej widoczne - działy religioznawcze księgarń zalała fala zachodnich publikacji New Age, przetłumaczonych na język polski, na ogół podważających fundamenty kultury polskiej i wiary chrześcijańskiej. Krytyka próbująca podważyć te tezy z chrześcijańskiego punktu widzenia, to w dużej mierze prace z merytorycznego punktu widzenia bardzo słabe, bazujące na niedopuszczalnych uproszczeniach oraz intelektualnych nadużyciach.
Diagnoza owej myśli Wodnika, będącej postmodernistycznym, europejskim zafascynowaniem Wschodem, zmusza do reakcji. Reakcją tą bywa czasami brutalny atak noszący piętna nienawiści, spotęgowanej bezradnością. Jak ocenia B. Dobroczyński: Wszystko to nie budzi mojego optymizmu. Przewiduję najgorsze, a mianowicie to, że coraz większa ilość młodych ludzi będzie oddalała się od Kościoła, a jednym z najważniejszych powodów tego odchodzenia będzie fakt, iż tak wielu z nas, chrześcijan, nie stosuje się do słów Pawła VI: Będziemy mianowicie zbliżali się do ludzi z takim usposobieniem, aby najpierw zrozumieć ich sposób myślenia, następnie zaofiarować im dary prawdy i łaski, których strażnikiem Bóg nas ustanowił, a w końcu uczynić ich uczestnikami boskiego Odkupienia i stąd płynącej dla nas nadziei (Ecclesiam suam).
Wpływy postmodernizmu są jednak silniejsze dzisiaj w sferach kulturowych, cywilizacyjnych, poprzez atak na moralny wymiar cywilizacji. Nasza cywilizacja, w której troska o nieistotne szczegółyidzie w parze z równoczesnym lekceważeniem elementarnych zasad etyki,zmierza powoli w kierunku groteskowego ideału, który przed laty istniał jedynie w filozoficznych dowcipach. W chwili, gdy postmodernizm przestał być jedynie stroną akademickich dysput, a stał się nurtem podbudowującym postawy permisywizmu i relatywizmu, musiał napotkać zdecydowany sprzeciw Kościoła. Postmodernistyczny relatywizm moralny prowadzi do idealizacj i neutralności światopoglądowej, która z kolei jest podstawą ku inwazji relatywizmu moralnego w prawie stanowionym. Na tym podłożu powstała barykada sprzeciwu wobec głosów relatywizujących wartości nadrzędne (przede wszystkim prawo do życia), powołujących się na normy europejskie. Omawiany wyżej problem stosunku prawdy do wolności, urzeczywistnia się wtedy, gdy mechanizmy postmodernistyczne są przedstawiane jako filozofia europejska, do której wypada dążyć.
Odnośnie nieprzekraczalności niektórych zasad mówi J. Merecki SDS: łatwo tu zostać oskarżonym o niechęć do tego, co zostało nazwane "standardem europejskim" i utracić poparcie części wyborców (nienarodzeni jak wiadomo nie głosują). Obserwując ewolucję podstawowej roli wartości w kulturze europejskiej ostatnich dziesięcioleci, można stawiać pytanie o przyszłość dzisiejszej Europy. Wśród wielu, stawia je Tadeusz Styczeń: Czy więc Europa wybierze samoocalenie, wybierając solidarność z każdym człowiekiem, czy też wybierze samounicestwienie uderzając - poprzez cios w najsłabszych spośród ludzi - w samo człowieczeństwo człowieka. (...) Czy ta Europa, Europa racji, Europa mądrości, zdoła dziś stawić czoła naporowi Europy ignorancji, Europy siły, przyodziewającej się chętnie jednak w ową uczoność, którą Herbert Marcuse nie zawahał się nazwać "naukowym idiotyzmem"?. A. Grześkowiak wręcz pyta: Czy będzie to jeszcze Europa?.
Podważenie podstawowego dla kultury znaczenia świata wartości, pociągnęło za sobą podważenie roli europejskiego doświadczenia chrześcijaństwa. Wpływy myśli postmodernistycznej, próbującej uzasadnić podważanie fundamentów, stwarzają sytuację kulturową, w której coraz trudniej pełnić misję ewangelizacyjną. Wiąże się to z niewątpliwie znastaniem wielu sekt przybyłych z Zachodu, ale też i z propagowaniem wśród młodzieży katolickiej rozluźnionych stosunków z Kościołem. Istnieje wrażenie, że normą europejskości jest sekularyzacja.
Z jednej strony, organy wspólnot europejskich nie biorą pod uwagę wartości chrześcijańskich, jak gdyby proces europejskiej integracji przebiegał na jakiejś części kuli ziemskiej religijnie nie zamieszkałej, jak stwierdza ks. H. Juros. Z drugiej strony, niewielu dostrzega, w tak odmiennej dla Polski sytuacji kulturowej, potrzebę promowania nowych postaw ewangelizacyjnych i nowej inkulturacji. Głębokie zróżnicowanie i doświadczana obecnie transformacja kultur nie jest dla chrześcijaństwa zjawiskiem wyjątkowym. Ich przejawów doświadczał już w pracach apostolskich św. Paweł, którego dynamizm i optymizm przywoływano wielokrotnie podczas obrad. Mając na wzór zachowanie św. Pawła na Areopagu, musimy przekazywać prawdę Ewangelii w języku uwzględniającym specyfikę lokalnych kultur. Apostoł Narodów nie zrażał się negatywnymi cechami środowiska ateńskiego. Nie przesłoniły mu horyzontu lokalne bałwochwalstwo, powierzchowność, brak odpowiedzialności intelektualnej. Potrafił nawiązać kontakt ze słuchającymi uwzględniając realia ich zainteresowań i przekonań. Cytował ich poetów, chwalił ich poszukiwanie głębszego sensu zdarzeń, próbował przekazywać szokującą prawdę o Zmartwychwstaniu Chrystusa, jak optymistycznie nawołuje bp J. Życiński. Odpowiedź na zagrożenie (a może wyzwanie) postmodernizmu jest bardzo trudna do podjęcia, lecz wiara w prawdę Ewangelii nie upoważnia do postawy monopolisty w kwestiach społeczno-kulturowych a niepokojących zjawisk nie należy jednak traktować fatalistycznie.
Tym niemniej, gdy w kulturze europejskiej, przesiąkniętej postmodernizmem, zachwiana jest rola wartości, gdy wolność oderwana jest coraz bardziej od odpowiedzialności, gdy w miejsce etyki i rozumu proponuje się coraz częściej pustą estetykę, można mieć - pomimo dwudziestu pięciu wieków świetności - wątpliwości co do dzisiejszej wartości kultury europejskiej. Brutalne wtargnięcie modeli konsumpcyjnych, relatywizujących wartości, niosących indywidualizację życia i poglądów, doświadczane jest przez polskie społeczeństwo tym mocniej, im więcej nadziei kładło niedawno w ideale solidarności. Wiąże się to niewątpliwie z integracją europejską: to nie przypadek, że wielu współczesnym Polakom europejskość kojarzy się przede wszystkim z moralnym permisywizmem, z rozluźnieniem swej przynależności do Kościoła, z akceptacją aborcji, eutanazji, homoseksualizmu, pornografii i tym podobnych przejawów zagubienia się współczesnego człowieka. Przejmowanie tego modelu wiąże się dla J. Salija OP z brakiem zdolności do samodzielnych ocen. A. Grześkowiak stwierdza: Europa wypowiedziała walkę wartościom, które od wieków kształtowały jej tożsamość. Czyni wiele, by unicestwić swoje dziedzictwo chrześcijańskie. Europa dzisiaj chce uznać wartości chrześcijańskie za zamknięty już rozdział - za "wczoraj"Europy. ( ..) Europa dzisiaj to nie tylko Europa podłości, egoizmów, nacjonalizmu, wojen, rozlewu krwi, śmierci, ale to także Europa, która wypowiedziała wojnę wartościom podstawowym będącym jej bogactwem i fundamentem jej tożsamości. (...) to Europa narkotyków, AIDS, terroryzmu, korupcji, despotyzmu, niesprawiedliwości i ubóstwa, śmierci milionów ludzi, (...) to Europa domagająca się prawa do zabijania dzieci poczętych, chorych. Europa dzisiaj to także Europa deprecjonująca kulturę i tożsamość narodów ją tworzących. A zatem to Europa dwóch wielkich kryzysów: kryzysu prawdy i miłości. Europa dzisiaj chce, przez absolutyzację wolności, zerwać z wymogami moralności. Europa jest postrzegana jako chora. Dla ks. W. Niewęgłowskiego, jest to "choroba immanencji" - zamknięcia człowieka w kokonie ziemskiej rzeczywistości, wyłącznie w świecie ciała i materii, w świecie bez ducha, więc i bez przyszłości. Europa wydaje się być niemoralna w wielu ze swych, dziś promowanych, rozwiązań. To postrzeganie może doprowadzić do wzrostu niechęci wobec integracji.
Jednak takie postrzeganie Europy i jej kultury razi selektywnością, na co zwraca uwagę ks. Józef Tischner: idą w zapomnienie wczorajsze znaki europejskości: pomoc w budowie kościołów, pomoc dla katolickich uczelni, tysiące książek dla bibliotek, pieniądze na stypendia dla studentów, imponująca akcja solidarności w chwili wprowadzenia stanu wojennego. Tym niemniej faktem jest, że dla wielu wspólny dom europejski nie uwzględnia swych fundamentów. Europa, która nie uszanowałaby chrześcijaństwa, niepozwoliłaby wielu identyfikować się z sobą. Z obserwacji kryzysu kultury europejskiej nie zawsze wynika to podstawowe uszanowanie.
Rozpowszechnianie poglądów relatywistycznych, wręcz permisywistycznych, prowadzi prostą drogą ku cywilizacji śmierci. Kryzys cywilizacji, kryzys kultury objawia się silnie w sferze religijnej. Odpowiedzi na kryzys kultury europejskiej katolik będzie szukał w świecie wartości chrześcijańskich, w nauce Kościoła, w swoim sumieniu. Odpowiedzią może być daleka od proponowanego modelu. Dlatego, dla integracji europejskiej cenne są wypowiedzi takie jak bp Józefa Życińskiego, który przypomina, że w każdej epoce chrześcijanie spotykali się z niezrozumieniem i złośliwością i że potrzeba nam szerokości poglądów św. Pawła, aby dostrzec horyzont nowych zadań. Trzeba nam ufności w działanie Ducha Świętego w Kościele, aby na apostolskim szlaku odważnie żeglować w stronę nowych ziem i nieść niezmienną prawdę Ewangelii zagubionemu człowiekowi. Zadanie to wymaga od nas wszystkich przełamania nawyków i uprzedzeń oraz przezwyciężenie obaw przed nowymi zagrożeniami, które pojawiają się w nurcie głębokich przemian ogarniających całą ludzkość. Podobnie widzi dzisiejszą sytuację S. Swieżawski: W tej na razie chaotycznie nam się rysującej przyszłej Europie chrześcijaństwo ma do odegrania ważną rolą. Kościół musi wystąpić jako Kościół posoborowy, nowa ewangelizacja winna iść wedle wskazań ostatniego Soboru. Co to znaczy? To oznacza Kościół, który zrywa z epoką konstantyńską nie chce być Kościołem władczym, nie chce być Kościołem sukcesu doczesnego, nieważne jest, czy będzie milion więcej wyznawców czy mniej, ważne jest, żeby byli święci. (..) Takie jest to wielkie posłanie Vaticanum II które jest przeznaczone dla chrześcijanina XXI wieku, a przez to samo i dla Europejczyka XXI wieku. Chrześcijanin ma być świadkiem.

TRZY POSTAWY WOBEC EUROPY: ZGUBA, NIEBEZPIECZEŃSTWO I WYZWANIE
Kościół katolicki w Polsce, po upadku komunizmu został postawiony przed nową sytuacją, w której musiał dokonać podstawowego samookreślenia. W ciągu ostatnich lat ukazały się różnice opinii i światopoglądów wewnątrz wspólnoty wiernych. In necessariis unitas, in dubiis libertas, in omnibus caritas. Jednak podobnie jak i na całym świecie, różnice te bywają konfliktogenne. Różnice istnieją także i w podejściu do kwestii kulturowej integracji europejskiej. Można zatem spróbować naszkicować trzy zasadniczo istniejące nurty. Trzeba jednak pamiętać, że o ile taki szkic jest pomocniczy w opisie całokształtu, o tyle jest on tylko sztuczną konstrukcją, narzucającą nieprecyzyjnie pewne szablony dużo bogatszej rzeczywistości. Warto, tym niemniej, taki szkic sporządzić, w oparciu o wyżej poruszone zagadnienia. Przy obserwacji postaw wobec Europy, wobec integracji i przemian kulturowych, ujawniają się trzy grupy wewnątrz Kościoła polskiego. Nie oznacza to, że każdy uczestniczący w Kościele może być zaliczony do konkretnej grupy, lecz żepewne spójne światopoglądy, oparte poniekąd na spójnych religijnościach, mogły wpłynąć na poszczególne opinie.

I. "Nie rzucim Chryste świątyń Twych..." (Europa zgubą)
Światopogląd pierwszy stwierdza, że Europa w swym dzisiejszym kształcie zdradziła chrześcijaństwo, że jest tworem anty-chrześcijańskim, zgubą dla Polski i jej Kościoła. A więc Europa jest zła i integracja z nią będzie integracją ze złem. Światopogląd ten oddziela ochoczo sacrum i profanum, tylko w celu pełniejszego wybrania sacrum i odrzucenia profanum. Kultura dzieli się zatem na chrześcijańską i inną. Wysiłek ludzki ma polegać na ciągłym wybieraniu pierwiastka chrześcijańskiego. Kultura chrześcijańska w Polsce, objawia się w tradycyjnym katolicyzmie. Niepotrzebnym jest narażać tę kulturę na rozmycie w niewierzącej Europie. Opinia ta znajduje swój odbiór wśród tych wszystkich, którzy nie potrafili lub nie mogli odnaleźć się w nowej rzeczywistości, a więc przede wszystkim ludzi starszych o tradycyjnej religijności, nienauczonych podejścia krytycznego do zasłyszanych w Kościele poglądów. Podstawa tego światopoglądu często graniczy z zatarciem częściowym granic pomiędzy tradycją, obyczajem, a wiarą (nawet głęboko przeżywaną). Zupełnie wymiennie traktowane są pojęcia moralność (tradycyjna) i etyka. Wedle T. Gadacza istnieje niebezpieczeństwo sakralizacji tradycji polegające na tym, że w pewnym momencie tradycja może stać się ciężarem uniemożliwiającym rozwój albo sposobem ucieczki od teraźniejszości. Ten światopogląd stanowi dobry przykład takiej rzeczywistości.

2. "Prowadź wśród zawiłych dróg..." (Europa zagrożeniem)
Drugi spotykany światopogląd, w przeciwieństwie do pierwszego, akceptuje integrację europejską, jednak od razu wylicza związane z nią niebezpieczeństwa. Kultura europejska jest postrzegana w świetle jej kryzysu, a zatem europejskość powinna być przyjmowana przynajmniej ostrożnie, jeśli nie selektywnie. Opinia ta uwzględnia zmiany zachodzące w kulturze, traktuje je jako nieuchronne, tym niemniej spogląda na nie z nieufnością i apeluje o rozwagę. Stanowi ona poniekąd opinię środka, próbującego pogodzić swe obawy z chęcią pełnego uczestnictwa Polski w ramach zachodnioeuropejskiego aktualnego świata. Obserwacja kryzysu kultury europejskiej nie stanowi właściwej przynęty dla integracji, lecz integracja ta jest potrzebna. Pluralizm jest postrzegany jako naturalny stan rzeczy, wyłaniający się z wolności. Jednak metoda działania w świecie pluralistycznym, a zwłaszcza dyskusyjność fundamentów kultury świata pluralistycznego stanowią doraźne źródła zakłopotania dla chrześcijan.
Jako światopogląd środka, usytuowanego pomiędzy eurosceptykami a euroentuzjastami, cechuje go typowa dla Kościoła ostrożność. Jest to chyba światopogląd najszerzej zakorzeniony w polskim Kościele. Jak mówi Ryszard Czarnecki, prezes ZChN, Polska z jednej trony powinna unikać tych krytycznych doświadczeń Europy, tego śmietnika, który z zachodniej Europy jest do nas eksportowany, z drugiej jednak nie powinniśmy widzieć w Europie tylko zagrożenia.

3. ... I z celnikami siąść, zapomnieć kto to wróg..." (Europa wyzwaniem)
Trzeci światopogląd jest najbardziej Europie przychylny. Zakłada on, że naturalne miejsce Polski jest wewnątrz struktur i kultury europejskiej, że nie niesie to ze sobą zagrożeń dla tożsamości narodowej i religijnej. Jeśli nawet jakiekolwiek - zagrożenia zdają się wiązać się z wpływami aktualnej kultury europejskiej w Polsce, to należy je postrzegać nie tyle jako zagrożenia, lecz jako wyzwania. Europa nie jawi się już jako de facto chrześcijańska, lecz bardziej jako kontynent najdłużej podtrzymujący swe więzi z Kościołem. Wystawianie na próbę i trudy niesienia Ewangelii są w świetle tego światopoglądu normą powołania chrześcijan do życia w tym świecie. Nie oznacza to zatem przyjęcia sielankowych wizji Europy jako wszechstronnego lekarstwa, lecz świadomego przyjęcia realiów, w których przyszło nam żyć. Symbolem dzisiejszej kultury jest wielokulturowe Kafarnaum, do którego idzie się z Nazaretu, by podjąć trud wielkiego powołania.

* * *

Bardzo wiele nieporozumień kryje się w wieloznaczności prawdziwej i wieloznaczności wynikającej z fałszywego rozumienia pojęcia "Europa". Europa dzisiejsza i jej stosunek do własnej, stricte europejskiej, tradycji, to dalszy powód nieporozumień. Odniesienie chrześcijaństwa do dzisiejszych realiów europejskich wymaga nie tylko przemyślenia Europy, ale także - co niestety zaniedbywane - przemyślenia dzisiejszego oblicza chrzecijaństwa.
Kończąc można dodać, że w świetle wypowiedzi zaistniałych w kręgach polskiego katolicyzmu, Europa jawi się przede wszystkim pod znakiem swej własnej spuścizny (wspólny bagaż kulturowy, wspólne dziedzictwo, wielka przeszłość, dwa tysiclecia tradycji). Jest to więc gatunkowo inne spojrzenie, niż - często spotykany na Zachodzie - obraz Europy istniejącej bardziej w sferze marzeń i pełnych nadziei wizji przyszłościowych (budowa wspólnego domu, konstrukcja europejska, przyszła wspólnota).