Powrót do spisu treści

Piotr M. A. Cywiński
POMIĘDZY POLSKĄ A RZECZYPOSPOLITĄ
"Rzeczpospolita", lipiec 2001


Od ponad roku jesteśmy świadkami wydarzeń medialnych i prawnychzwiązanych z tragedią Jedwabnego. Temperatura dyskusji wokół nich jestbardzo wysoka. Żywiołowość wypowiedzi, tempo śledztwa, doniosłość iranga uroczystości wskazują na to, że w Polsce mord sprzedsześćdziesięciu lat nie jest traktowany jak inne makabryczne wydarzeniaokresu wojny. Wydarzenie to ma szanse stać się pewnym przełomem wrozumieniu naszej historii, a ostatecznie - w rozumieniu nas samych. Postawy wobec mordu są różnorodne. Warto jednak zauważyć, że w zasadzienikt samego wydarzenia nie zanegował. I to nie tylko z powodu niezbitychdowodów, pochodzących m.in. z ekshumacji. Tragiczne wydarzeniefunkcjonuje jako niezbity fakt w polskiej świadomości. Różnorodnośćpostaw objawia się więc nie na płaszczyźnie faktograficznej, ainterpretacyjnej. Ta fundamentalna cecha dyskusji o Jedwabnem świadczy otym, że nie chodzi tu wyłącznie o nowe spojrzenie na historię stosunkówpolsko-żydowskich w regionie podlaskim. Chodzi o coś nieporównywalniewiększego: mianowicie o przyjęcie do wspólnej pamięci odmitologizowanegoobrazu własnych dziejów. Więcej: głęboka refleksja nad mordem wJedwabnem otwiera możliwość ponownego spojrzenia na stosunki pomiędzyPolską, jaką znamy, a Rzeczpospolitą, jaka była.

Chodziło o przetrwanie
Autostereotyp Polaka - czyli nasz obraz własny - kształtował się odkilku przynajmniej pokoleń w warunkach wyjątkowo sprzyjającychmitologizacji. Autoportret zbiorowy miał budować jednolite postawy, anie uczyć wielości możliwych postaw. Tak działo się w XIX wieku, takdziało się w XX wieku i trudno się temu dziwić, chodziło o przetrwanie.Polak był więc dobrym szlachcicem, patriotą, powstańcem, wileńskimstudentem, legionistą, literatem, akowcem, KOR-owcem, harcerzem CzarnejJedynki...
Trzeba jednak zauważyć, że nie jest to doświadczenie mas, że mowa wciążo kilku czy kilkunastu procentach społeczeństwa i to najczęściej okolejnych pokoleniach tej samej grupy społecznej. Tej właśnie grupy,która poprzez swe działania tworzyła portret Polaków, a poprzez swójdostęp do nośników tradycji przekazywała swoją własną historię jakodzieje Narodu. Zupełnie nie spostrzegając, że nie jest to - bo i być niemoże - obraz całej Polski XIX- i XX-wiecznej. Że nie jest to portretwiększości.
Powstawał więc przez pokolenia mit Polaka bohatera, niszczonego iniezniszczalnego, zwycięskiej ofiary, męczennika za słuszną sprawę. Jakw przypadku każdego mitu, nie było istotne, na ile odpowiada on realiom.Mit nie jest kalką historii - jako zakorzenione w pamięci szczególnewydarzenie służy nadawaniu dziejom sensu lub wyjaśnianiu celu ludzkimdziałaniom. Nie ma koniecznego powiązania z faktami. Polski mit byłPolakom potrzebny tak bardzo, iż z tej legendarnej pamięci zbiorowejprzeszedł w oficjalną wykładnię losów narodu. Tymczasem uszło naszejuwadze, że portret jest zwierciadłem nie zawsze dokładnie odbijającymrzeczywistość, że mit to nie historia, a postawa bohatera jestwyjątkiem, nie regułą.
Nie było w tej legendzie miejsca dla dziesiątek tysięcy aparatczyków, naktórych opierały się potęgi Petersburga, Berlina oraz Wiednia. Nie byłomiejsca dla współpracowników ochrany, dla tysięcy szmalcowników,bardziej lub mniej szczerych folksdojczów, dla milionów komunistów,setek tysięcy współpracowników bezpieki... Legenda nie mieściła teżodwołania do zwykłych doświadczeń ludzi, którzy nie współpracując zreżimem ponad przeciętność, także za mocno "nie wychylali się". Rozmaicidyrektorzy, instruktorzy, pracownicy urzędów, przeciętni nauczyciele,działacze rozmaitych szczebli, ale i setki tysięcy żołnierzy,robotników, chłopów nie mają udziału w legendzie Polaka, o ile nieuczestniczą w spisku, w powstaniu, w dziele wyzwolenia...
Rzecz już zupełnie jasna, że w tym micie nie pojawił się prawie zupełniepolski Żyd, Ukrainiec, Litwin czy Niemiec. Dość rzec, że większośćmieszkańców dawnej Rzeczpospolitej nie uczestniczyła w tych obrazowychdziejach. A zapewne i większości mieszkańców dzisiejszej Polski tenelitarny bohaterski portret Polaka jest tak samo daleki. Bo iluż wPolsce mogło być ułanów, zesłańców, sanitariuszek i marszałków?

Co na ołtarzach, co ukryte
Gdzieś zatem to rozminięcie portreciarstwa mitycznego z faktografiąmusiało się ujawnić. Im później, tym boleśniej. Ujawniło się wJedwabnem. Zabolało właśnie przede wszystkim elity: mit - ten nasz mit -prysł. Jedwabne wstrząsnęło nie tylko dlatego, że setki niewinnychzginęło spalonych w stodole. Wstrząsnęło, gdyż mordercami byli Polacy.To nie pasowało do mitu, więc ratując go trzeba było z Polaków-mordercówpróbować uczynić mętów niejasnego pochodzenia, ofiary żydowskie stawałysię tajnymi współpracownikami NKWD. Tak reagowali nieliczni, którzyżycie poświęcili budowaniu krzepiącego serca mitu. Dla wielu jednakJedwabne stało się przełomem. Przebudzeniem. Oczyszczeniem.
Co to oznacza? Otóż nie będzie można pisać historii Polski w sposóbselektywny, wynosząc na ołtarze dziejów jedne czyny, a kryjąc inne.Dzieje Polaków to nie tylko historia grupy bohaterów walczących naarenie świata ze sprzymierzonymi siłami zła - zewnętrznymi względem tejgrupy. To również historia sporów wewnętrznych, podziałów, różnic ibratobójstwa, które także w sposób pełnoprawny mieszczą się wewnątrzdoświadczenia polskiego. Świętego Stanisława zabił król Polski, wJedwabnem Polacy - ponoć katolicy - gnali na śmierć dzieci do stodoły.Dla wielu jest to jeszcze dziś zbyt bolesne. Aby ocalić spójność mitu zwizją historii, są gotowi do najbardziej absurdalnych piruetówretorycznych. Tak zrodziła się nadzieja na "wiodącą rolę Niemców" wJedwabnem, próba szczególnego zrównoważenia horroru stodoły z wywózkamido Kazachstanu, domaganie się "równorzędnych" przeprosin, zakrywanie sięSprawiedliwymi wśród Narodów Świata. Tymczasem polskie dzieje nie sąbiałe i nie są czarne. One nawet nie są szare, lecz zawierają wszelkieodcienie męstwa i podłości, wyzyskiwania i bycia wyzyskiwanym, okrutnegozabijania i poświęcania swego życia. Na kształt fenomenu podboju Kresóworaz doświadczenia "Drang nach Osten". Świadczenie o takiej prawdzie niejest bynajmniej zacieraniem polskości, jest pochodną podstawowegorozróżnienia pomiędzy mitem a faktami, autostereotypem a historią,portretem własnym a samym sobą.
Cóż jest doświadczeniem polskim i na mocy jakiego prawa ludność osiadłau progu III tysiąclecia pomiędzy Bugiem a Odrą czyni się wyłącznąspadkobierczynią Rzeczypospolitej i wykładnią jej doświadczenia? Gdzieżsię podziali niemieccy mieszczanie, ukraińscy Kozacy, litewscymożnowładcy, gdzież Huculi i Łemkowie, klezmerscy grajkowie i ormiańscyhandlarze? Czym innym bowiem bywała - w ciągu ostatnich wieków - ideaPolski, czym innym - Rzeczypospolitej. Spadkobiercą Rzeczypospolitejjest mieszkający za Bugiem Ukrainiec, Litwin żalący się na UnięLubelską, Tatar osadzony przez królów na Białostocczyźnie, łemkowskarodzina ze Śląska, Niemiec z Gdańska mieszkający w Bawarii, pobożny Żydz Nowego Jorku i niepraktykujący Żyd socjalista z Tel Awiwu. I góral, iKaszub, i podupadły finansowo arystokrata, i chłop podlaski. Luteranin,katolik, unita i prawosławny... I niewierzący.

Rodaka model jednolity
Nie ma jednego doświadczenia Rzeczypospolitej, choć dziś trudno tozrozumieć patrząc na nasze monokulturowe miasta. Nie widać już w nichwielobarwnej świetności tamtych czasów. XIX wiek rozparcelowałRzeczpospolitą, XX wiek dokonał czegoś gorszego: zniszczył ją w naszychsercach, pozostawiając jednolity model Polaka. Dlatego też ci, którzymają kłopoty z zaakceptowaniem wielości doświadczeń Rzeczypospolitej,nie widząc w Żydzie lub Litwinie sąsiada, ci sami nie akceptują też naogół wejścia Polski do Unii Europejskiej. Właśnie owi obrońcy polskości,poszukujący wciąż "prawdziwych" rodaków, ci ludzie tylko w jednolitościmogą ujrzeć jedność. Fenomen ten jest ceną walki o niepodległość, czylidługiego okresu, w którym pokolenia były przyzwyczajane do swoistejnormy, kreowanej zarówno przez władzę jak i opozycję, a także i Kościół- normy polegającej na zwieraniu szeregów. Niektórzy już nie potrafiąpojmować społeczeństwa bez szeregów.
Jednym z ważnych pytań jest dzisiejszy kształt naszego doświadczenia. Cochcemy przekazać naszym dzieciom? Czy monolit powojennej Polski, czymozaikę dawnej Rzeczypospolitej? Z podręczników historii wciąż nie możnasię dowiedzieć, skąd się wzięła nagle Suwalszczyzna, w jakim językumówił XV-wieczny patrycjat krakowski, a w jakim gdański, kto pilnowałKresów - gdzie i kiedy? I czy to przypadkiem nie ludy prawosławnestanowiły pierwsze antemurale christianitatis?
Zarówno Żydzi z Jedwabnego, jak i polscy mieszkańcy tego miasteczkamieli w nim swoje miejsce w czasach dawnej Rzeczypospolitej. Ani jedni,ani drudzy nie mieli udziału w kreowaniu narodowego portretu Polaka.Bliżsi temu portretowi - zwłaszcza w jego narodowej wersji - byliniewątpliwie lokalni katolicy. Począwszy od XIX wieku problemem stawałsię brak uczestnictwa mniejszości etnicznych w kreowaniu portretuPolaka. Jeśli już Żyd w tym micie uczestniczył, to nie jako Żyd, leczjako Polak. Rozumiem, że na tym polegał dramatyczny żydowski spór XIXwieku na temat asymilacji... Czego zatem zabrakło, co zostałozaprzepaszczone? Otóż w kształtowaniu się idei narodowych i w kreowaniumitu polskiego zabrakło umiejętności wykorzystania wzorców wspólnotowych- takich, które mogłyby być wspólne dla obydwu społeczności Jedwabnego.

Zabrakło Rzeczypospolitej.
Mit polskiego bohatera - w jego wąskiejwersji, nie wspólnotowej - był nieadekwatny, a za nim zabrakłowłaściwego wzorca, a co za tym idzie - postępowań. Powstaje na tym tlepytanie o mity, wzorce i postępowanie dzisiaj. Powstaje pytanie okształt dzisiejszej Polski, o Rzeczpospolitą w perspektywie Europy. Dramatem Rzeczypospolitej jest krwawy mord w Jedwabnem. Dlatego, że zperspektywy Rzeczypospolitej były to wydarzenia domowe, wewnętrzne,obustronnie nasze. Bez względu na obecność czy nieobecność Niemców. Bezwzględu na istniejący lub nieistniejący hitlerowski przymus. DramatemRzeczypospolitej jest zdrada państwa przez jej synów - przezabdykującego na rzecz Rosji Stanisława Augusta Poniatowskiego, czyprzez, dajmy na to, politruka o żydowskim nazwisku. Czy też przezmordującą dzicz. To jest dramatem całej wspólnej Rzeczypospolitej. Dlatego też w dyskusji nad Jedwabnem zderzyły się dwa doświadczenianaszego państwa. Pamięć o wspólnotowej Rzeczypospolitej oraz mit Polskijednolitej, zwartej, jednoznacznie dobrej i bohaterskiej. Widocznereakcje są dwojakiego typu: poczucie dyskomfortu z powodu zachwianejstabilności mitu lub przyjęcie ofiar za swoich współbraci. Jeszczegłębsza ucieczka w mit lub oczyszczający żal. Pomimo zakończeniauroczystości żałobnych, pomimo bliskiego końca śledztwa, dyskusjapowinna trwać, gdyż wnioski - w skali szerszej od zagadnień czystofaktograficznych - są dalekie od ostatecznego sformułowania.