Powrót do spisu treści

Piotr M. A. Cywiński
KILKA TYLKO MYŚLI, NIE ZAWSZE UŁOŻONYCH
Tekst do broszurki na "Marsz Żywych"


Shoah w dzienniku TV o 19.30
Wiele się zmieniło przez te ostatnie pięćdziesiąt lat. Dzisiejsza młodzież nie tylko nie przeżyła wojny, ale i nie ma już rodziców, którzy by tę wojnę przeżyli. Wiedzą o niej zatem z telewizji, szkoły, książek. Ich wiedza jest wiedzą historyczną. Zatem hasłową, wycinkową, stereotypotwórczą. Ta młodzież z kolei zna inne dramaty. Dorastała wobec Jugosławii, pamięta Rwandę, widzi Czeczenię. Widzi - jak na dłoni - ciszę świata, sterylne migawki telewizyjne i obłudę decydentów. Wszyscy politycy i wszystkie demokracje poprzez swą dzisiejszą postawę uczą tę młodzież jednego. Przeczekać, zamilknąć, nieuwidaczniać bunt wobec gwałtu. Bo to wewnętrzna sprawa tych albo innych. Bo winna jest racja stanu, geo-polityka, prawie że "rozwój wydarzeń", prawie że kolor skóry lub kształt nosa.
I czy musi ją dziwić milczenie sprzed pół wieku? Gdy widzi fenomenalne dyskusje o odszkodowaniach, o złocie szwajcarskim, o reprywatyzacji... o pieniądzach... jako pokłosie dramatu ludzi.
Dawniej komuna uczyła, że w obozach zginęło tyle a tyle Polaków. Teraz wielu z nich jakby nagle stało się Żydami. Więc kłócą się wariaci o to, czy przysłowiowy Icek Rosenblum był Żydem czy Polakiem. Obłęd.

Kto mordował kogo
Pytanie jurydystyczne. Ale ponoć coraz więcej młodych Amerykanów jest przekonanych, że mordowali Polacy. Tzw. Holocaust Żydów na ziemiach polskich. A przecież mordował i nadal morduje człowiek. Jest po prostu do tego zdolny. Czasem nawet bardzo zdolny. Człowiek to znaczy również ja i ty. To jest chyba punkt wyjścia, który może wyeliminować wiele fałszu. Przy tym założeniu nasz przysłowiowy Icek odzyska całą pełnię swej tożsamości, a w obozie znajdzie się też miejsce i dla Roma i dla księdza. Utnie się także próby obłędnej ideologizacji śmierci. Dla młodzieży patrzącą na Czeczenię stanie się wówczas jaśniejsze kto jest "terrorystą" (działającym za pomocą terroru), a kto nie. Już nie będzie "racji stanu" i "rozwoju wydarzeń". Już nie będzie ciszy. A jeśli - to będzie ona wymowną.

Po co dziś obóz-muzeum?
Pytanie podstawowe. Czy ma on scalać młodych Żydów z całego świata? Jeśli tak, to niedobrze. Dla wielu przyjeżdżających jest to jedyny kontakt z Polską i Polakami. Powstaje nowy mur. Chciałem kiedyś zaprosić kilkunastu leaderów młodzieżowych organizacji żydowskich do Polski. Na obóz wędrowny w Beskidzie Niskim, na żagle na Mazurach, na nawiązanie pierwszych kontaktów. Tych kontaktów o które publicznie tak bardzo dopominają się organizatorzy Marszu Żywych. Wraz z młodzieżą z warszawskiego KIK przygotowaliśmy wszystko. KPRM wspierała, Batory dofinansował. Na kilka tygodni przed datą obozu przyszedł faks. Żydzi jednak nie przyjadą, ponoć za oceanem uważają, że to za wcześnie... Nie wiem, na co za wcześnie... Ale polska młodzież żydowska i ludzie z Yad Vashem mówili mi, że to się tak skończy, a ja - głupi - nie wierzyłem.

Matrix
Ten film trzeba zobaczyć, bo stawia on pytanie o metody pobudzania do żywej tożsamości. Film kompletnie zakręcony. Wbrew pozorom nie tylko dla informatyków. Zbyt przesączony symboliką syjonistyczno-mesjańską. Przypomnijmy sobie: agenci są nazwani gestapowcami, świat czeka na jednego jedynego wybrańca, maszyny żyją z uprawy noworodków, marzeniem jest odnaleźć miasto Zion, bohaterowie żyją w swoim świecie - są odosobnieni nawet w tłumie, nieruchomym i milczącym. Możnaby przykłady mnożyć. Ciekaw jestem, jak odebrał ten film młody, letni w wierze, amerykański Żyd. Ja w tym filmie powinieniem zapewne się zaliczać do tłumu. Tego tłumu z chodnika, który na nic nie reagował, a który nawet mógł być niebezpieczny... Czy można własną tożsamość krzewić na sztucznym tworzeniu bezludnej wyspy? Do czego to może doprowadzić? Absurd.

Wszystkie Holokausty Świata
Jest paradoks w nauczaniu o Shoah. Wielu podkreśla jakąś różnicę - ponoć fundamentalną - pomiędzy Shoah a np. mordem Indian, Armenii, Rwandy, Kossowa lub Czeczenii. Tym nie mniej, z tych samych ust słyszy się, że trzeba mówić o Shoah, aby to się więcej nie powtórzyło. To jest właśnie - w moim mniemaniu - największym paradoksem w nauczaniu o Holokauście. Jeśli był on wyjątkiem, to się nie powtórzy. Jeśli wyjątkiem nie był - to już mieliśmy z niego powtórki. Osobiście czuję raczej tę drugą rzeczywistość i będę ją czuł nawet jeśli ktoś mi zarzuci, że cokolwiek umniejszam. Czym była klęska głodu na Ukrainie?

Jak mówić w XXI wieku?
Przede wszystkim o czym mówić... Bo to jest pierwszym pytaniem, najważniejszym. Można mówić o historycznym fakcie niemalże wyeliminowania Żydów. Można mówić o zbiorowym usystematyzowanym morderstwie. Można mówić o śmiercionośnym stereotypie. Można - wreszcie - mówić o bezsumienności świata wobec przestępczości zorganizowanej przez państwa. Mówić o ciszy. Zabrakło tych kilku alianckich bomb na komory gazowe. Zabrakło tych kilku umocowań ONZ wobec Bałkanów. Zabrakło serca dla mieszkańców piwnic w Groznym. A to już nie wina decydentów politycznych, szefów wielkich koncernów telewizyjnych... Za ciszę odpowiada każdy milczący. Cóż nam z przyspieszonego do granic wytrzymałości obiegu informacji, skoro nic z niej nie wynika. Następne lata jeszcze bardziej zadziwią swym przyspieszeniem. Dziś jeszcze jest się skazany na informację, jeśli ma się telewizor. Więc można obejrzeć sobie ruiny i groby masowe, sznury uciekinierów. Jutro, pojutrze, platforma cyfrowa przedstawi nam do wyboru to, na co będziemy mieć ochotę. Wyszukiwarka - dziś jeszcze znana tylko z internetu - ominie w telewizji to, co może zepsuć wieczór. Czy zatem pamięć będzie skazana na wybiegi propagandowe na miarę filmu Matrix?

Komu mówić?
Byłem w Oświęcimiu razem z młodymi Żydami. A może byłem obok? Do dziś nie wiem. Pamiętam, że na deklarowaną ze strony nas - KIKowców - chęci spotkania z uczestnikami Marszów kilkakrotnie wymijająco odmawiano. Tego się boję. Autentycznie boję. Poza nie zawsze mądrymi, a przecież cisnącymi się do głowy pytaniami typu "a dlaczego nie chcą, w jakim celu?", pozostaje jakby otwarta ręka, wyciągnięta i ... zawieszona w przestrzeni. I na to doświadczenie nie wystarcza odpowiedź, że to dla "Nich" wyjątkowa chwila, że to nie czas, że inaczej być może. Inaczej już też próbowałem. Wyszło tak samo. I co wówczas mam mówić tym wszystkim - młodym - którzy byli z naszego KIKu zainteresowani takim spotkaniem? Którzy włożyli swój czas i chęci w przygotowania. Wraca znowu - jak boomerang - pytanie "o czym mówić"...

Hasło czy symbol?
Pamiętam jeden dowcip. Mówi Żyd-sklepikarz do klienta: Jutro zamykam zakład i uciekam. - Dlaczego? - Krąży plotka po mieście, że mają bić Żydów i fryzjerów. - Absurd, dlaczego mają bić fryzjerów? - Otóż to, nikt się nie zastanawia, dlaczego mają bić Żydów...
Pamiętam jedno graffitti z muru przy ul. Świętokrzyskiej w Warszawie. Przchodziłem i widziałem napis: "pier...ić Żydów". Myślę sobie: no tak, czyn waleczny jakiejś łysej bojówki nastolatków. Idę dalej i widzę, tą samą ręką napis analogiczny: "pier...ić Polaków". I bądź tu mądry... A jednak faktem jest, że tu komuś chodziło o wyładowanie zwykłej agresji. Krok dalej, a mogliby tam widnieć fryzjerzy.

"Zwykli ludzie-zbrodniarze"
Księga Ozeasza 11, 9: "Nie chcę, aby wybuchnął płomień mego gniewu i Efraima już więcej nie zniszczę, albowiem Bogiem jestem, nie człowiekiem; pośrodku ciebie jestem Ja - Święty i nie przychodzę, żeby zatracać." Człowiek nawet gniewu nie potrzebuje, żeby niszczyć, pomimo iż Święty jest pośrodku niego. Dyskusja o zniszczeniu musi zawierać tę świadomość. Ze zrozumienia rozmiarów człowieczeństwa może wyniknąć zrozumienie ostatniego wieku. Wszak dzisiejsza cisza nad "wewnętrznymi problemami Federacji Rosyjskiej" brzmi tak znajomo...